|

#przyłbiceDIY, bo jeśli nie my, to kto

#przyłbiceDIY, bo jeśli nie my, to kto
Krzysztof Kamienobrodzki w #przyłbicyDIY, fot. Magdalena Ponagajbo

Ponad 12 tysięcy przyłbic udało się dotychczas zrobić w domach i rozwieźć do szpitali

Gdy w rodzinie masz pracowników służby zdrowia, z większą uwagą przyglądasz się temu, co dzieje się teraz w szpitalach i przychodniach. Dziadek Krzysztofa Kamienobrodzkiego był chirurgiem, mama – psychologiem w szpitalu somatycznym, więc siłą rzeczy dociera do nich więcej informacji z pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. 

Krzysiek jest architektem, prowadzi z przyjaciółmi pracownię Liniaprosta i jak większość z nas wraz z wybuchem pandemii zatrzymał się w biegu. Ze swoją dziewczyną Pauliną zaczął się zastanawiać, jak mogą pomóc. – Dzwoniliśmy do szpitali i badaliśmy zapotrzebowanie – wspomina. Koleżanka przysłała mu filmik pewnego Filipińczyka, który pokazywał, jak zrobić przyłbicę. Krzysiek odezwał się do niego i wraz z kolegą zrobił wersję tego filmu z polskimi napisami. Tak to się zaczęło. Risercz na Allegro, gdzie najtaniej kupić materiały (przy okazji okazało się, że koszt produkcji jednej przyłbicy, która w sieci kosztuje 15 zł to 94 grosze), uruchomienie domowej linii produkcyjnej na swoich 56 metrach kwadratowych. 

Pierwsze sto sztuk, zrobionych za własne pieniądze, zanieśli do sąsiedniej przychodni na Pradze Południe. Po 20 minutach dostali telefon, że już wszystkie zostały rozdane. – Uświadomiliśmy sobie skalę problemu. Zadzwoniliśmy do Szpitala Zakaźnego, gdzie poproszono nas o 300 sztuk. Już wiedzieliśmy, że robiąc nawet te 300 sztuk dziennie, sami nie damy rady odpowiedzieć na potrzeby wszystkich warszawskich szpitali i przychodni – wspomina Krzysiek. 

Ludzie zaczęli zgłaszać chęć pomocy. Jedni chcieli włączyć się do produkcji, inni przelać pieniądze. Podczas pierwszej zbiórki udało się zebrać 14,5 tysiąca złotych. 40 osób zabrało się do pracy w swoich mieszkaniach. Głównie zdolni manualnie projektanci i architekci, ale nie tylko. W tym gronie jest też m.in. dziennikarz sportowy, tłumaczka, serwisant rowerowy, dwie aktorki, ludzie z branży gastronomicznej. Nie tylko z Warszawy, dołączyli też znajomi z Krakowa i Zakopanego.

Krzysiek wciąż koordynuje akcję. Z Pauliną zbierają informacje o zapotrzebowaniu na przyłbice, zamawiają materiały, rozwożą je tym, którzy je montują, a następnie – z pomocą przyjaciół, rodziny, wolontariuszy – szpitalom i przychodniom. Uruchomili też kolejną zbiórkę, bo potrzeby zdają się nie mieć końca. – To wszystko stoi na głowie – denerwuje się Krzysiek. – W normalnych warunkach w ogóle nie powinniśmy tego robić. To Ministerstwo Zdrowia z publicznych środków powinno finansować ten sprzęt. Ale wiadomo, jak jest. Zastępca burmistrza Wołomina, któremu właśnie przekazaliśmy 200 przyłbic mówi, że co chwilę ktoś się do niego zgłasza z ofertą sprzedaży maseczek czy środków do dezynfekcji. Nie tak to powinno wyglądać! 

Nie dziwią nas reakcje Krzyśka, bo czytamy przecież na forach medycznych desperackie apele o pomoc. Pracownicy boją się prosić o przyłbice czy maseczki bez zgody dyrekcji, bo przecież opinia publiczna nie może się o braku sprzętu dowiedzieć. Pytajmy więc, dociekajmy, jak jest naprawdę. Wspierajmy służbę zdrowia i tych świetnych wolontariuszy akcji #przyłbiceDIY, którym chce się działać. Którzy w dwa tygodnie zdołali zrobić i dostarczyć do szpitali 5,5 tysięcy przyłbic. A 28 kwietnia ta liczba wynosiła już 12 tysięcy!

TU JESZCZE RAZ LINK DO ZBIÓRKI….

GRUPA NA FACEBOOKU…

Uczestniczka akcji, Magda Ponagajbo, montuje przyłbice w swoim mieszkaniu na Żoliborzu
Krzysztof Kamienobrodzki, fot. Magdalena Ponagajbo
Domowe stanowisko do montażu przyłbic
Przyłbice dotarły do celu
Czują się już bezpieczniej