Search for content, post, videos
Michał Borkiewicz

Michał Borek Borkiewicz: Niech będzie różnorodna [ROZMOWA]

Gospodarz klubów Plan b, Plac Zabaw, BarKa i Powidoki. Jeden z głównych animatorów warszawskiej sceny klubowej. Współtwórca inicjatywy Chlebem i Solą, od lat zaangażowany w pomoc uchodźcom i imigrantom. W tym tygodniu rozpoczęły się Warszawskie Dni Różnorodności, organizowane przez Chlebem i Solą oraz Komisję Klubową,

W opisie wydarzenia czytamy: „Warszawa to miasto różnorodności. Nie ma w nim swoich i obcych”. Aż mi skoczyło ciśnienie.
– Celowa prowokacja. To oczywiście taka utopijna wizja. Miasto chce takie być, a na pewno w ten sposób się prezentować. I to oczywiście bardzo dobrze, ale dalej w tekście stawiamy pytanie, czy na pewno nie ma tych podziałów.

Codziennie stykam się z przemocą wobec obcokrajowców w przestrzeni publicznej. I to niestety narasta.
– Narasta. I nie ma w tym przypadku, bo to wynik nie tylko obecnej w każdym narodzie ksenofobii, ale bardzo świadomej, cynicznej gry politycznej i związanego z nią przekazu mediów.

Ale nawet w naszej własnej bańce środowiskowej zachłyśnięci tym, że jesteśmy tacy tolerancyjni, otwarci i nowocześni, często nie zauważamy, co dzieje się na naszych oczach. Czasami nawet nie rozpoznajemy dyskryminacji.

Przyjrzyjmy się, czy przypadkiem sami nie dyskryminujemy innych. Nauczmy się reagować, gdy coś takiego ma miejsce tuż obok nas – w pracy, tramwaju, ale też w internecie.

Warszawskie Dni Różnorodności mają bardzo szerokie spektrum tematyczne. Nie dotyczą wyłącznie imigrantów.
– Chcieliśmy wyjść szerzej z tematami, które do tej pory były poruszane przez NGO-sy i różne zaangażowane środowiska w bardzo wąskich kręgach zainteresowanych. Pokazać społeczne inicjatywy pracujące na rzecz grup dyskryminowanych i wykluczanych: LGBT, imigrantów, uchodźców, seniorów, osób z niepełnosprawnościami, bezdomnych. W Warszawie jest takich działań coraz więcej.

Co robi środowisko klubowe?
– Sporo. Kolektywy Synergia i Flauta regularnie organizują benefitowe imprezy. Jeden z najpopularniejszych klubowych cykli ambitnego techno – Brutaż – też już nas przyzwyczaił do wspierania cennych inicjatyw. Angażują się muzycy, kluby. My oczywiści też, już od wielu lat.

Mówią, że to moda. Byłoby wspaniale, ale chyba aż tak optymistycznie bym na to nie patrzył. Dla mnie zawsze była to ważna część etosu tzw. sceny alternatywnej. Trochę mi tego przez ostatnie lata brakowało. Antyrasistowskie koncerty kojarzyły się z jakąś prehistorią, albo tematem dla odklejonych od rzeczywistości starych punków. Super, że się to teraz zmienia. Żeby nie szukać daleko, w Berlinie prawie każda impreza jest wsparciem dla jakichś oddolnych inicjatyw. Kiedy wybuchł tak zwany kryzys imigracyjny w 2015 roku, to prawie całe społeczeństwo się niesamowicie zachowało, a scena klubowa i muzyczna były ważną tego częścią. Dojrzałe społeczeństwo.

Chlebem i Solą działa już 5 lat. Z czego jesteście szczególnie dumni?
– Zaczęło się od doraźnych akcji pomocowych, interwencyjnych. Jeździliśmy do Bułgarii, na Bałkany. Robiliśmy w Warszawie zbiórki rzeczy i zawoziliśmy tam. Czasem zostawaliśmy na parę tygodni lub miesięcy i pracowaliśmy z innymi inicjatywami.

Teraz zajmujemy się w większym stopniu bezpośrednią pomocą tu, na miejscu. Szukamy imigrantom mieszkań, pracy, pomagamy skontaktować z prawnikami, robimy przeprowadzki.

Kilkudziesięciu dzieciakom uchodźczym wolontariusze pomagają też w nauce. Dzięki temu mamy stały kontakt z całymi rodzinami, lepiej możemy zdiagnozować ich problemy i potrzeby.

Z czego się utrzymujecie?
– Jesteśmy oddolną inicjatywą, działamy w większości na zasadzie wolontariatu. Ja na przykład utrzymuje się z prowadzenia knajp. Szukamy pieniędzy na konkretne działania – staramy się pozyskiwać sponsorów, organizujemy akcje crowdfundingowe. Nie jesteśmy obciążeni kosztami etatów, biura. Niedawno założyliśmy fundację, żeby zapewnić ciągłość naszym większym projektom, takim jak wspomniany projekt z dzieciakami, czy Uchodźcy.info. Nazywa się Fundacja Polska Gościnność.

Nie chcemy jednak konkurować z innymi NGO-sami działającymi na tym polu, tylko uzupełniać luki i koncentrować się na angażowaniu ludzi i podnoszeniu świadomości.

Generalnie organizacje pozarządowe, które pomagają cudzoziemcom, mają w Polsce przerąbane. Publiczne środki z europejskiego Funduszu Azylu, Migracji i Imigracji zostały u nas zamrożone już chyba 3 lata temu, w związku z tak zwaną „nadzwyczajną sytuacją migracyjną”. Nie wiadomo o co chodzi, ale głównie to, żeby zgnębić NGO-sy w Polsce, zwłaszcza zajmujące się tą tematyką. Działania na rzecz integracji zostały więc mocno ograniczone. A przecież w interesie nas wszystkich jest to, żeby obcokrajowcy przebywający w Polsce, uczyli się języka, legalnie tu pracowali, płacili podatki, byli częścią tego społeczeństwa. Niestety okazuje się, że komuś bardziej opłaca się straszyć imigrantami, zamiast przez mądre zarządzanie zapobiegać wykluczeniu i wynikającym z niego problemom. To jest tak absurdalne, że aż nie chce się wierzyć, że się dzieje.

Co byś chciał, żeby nam zostało w głowach po Warszawskich Dniach Różnorodności?
– Że mimo wszystko mamy jakiś wpływ na rzeczywistość i zawsze możemy zrobić coś, żeby było lepiej.

Rozmawiała: Agnieszka Kowalska
Zdjęcia: Filip Klimaszewski

WARSZAWSKIE DNI RÓŻNORODNOŚCI
SOBOTA (25.09), godz. 19 – Powidoki, Muzeum nad Wisłą, ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 22 – koncerty: zespół Remont Pomp z Mikołajem Trzaską i Migrancka Orkiestra Improwizowana Raya Dickaty’ego. Po nich DJ-ska impreza benefitowa na rzecz warszawskich organizacji, które działają na rzecz grup mniejszościowych.
NASTĘPNA NIEDZIELA (2.09), w godz. 12-20 – Wielki Piknik Różnorodności na Placu Zabaw.
Wstęp wolny. Szczegółowy program tutaj…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]