|

Marlena Happach – Architektka Miasta

Marlena Happach – Architektka Miasta
Marlena Happach, architekt miasta, gospodyni pawilonu Zodiak

Moje zadanie to łączenie wysiłków architektów, aktywistów, mieszkańców i inwestorów.

Nie żałujesz, że przyjęłaś stanowisko Architekta Miasta?

Nie żałuję, choć ciężar odpowiedzialności trochę mnie przygniata. Jest tak dużo do zrobienia, a doba ma tylko 24 godziny.

Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

Przejęłam nadzór nad ponad dwustuosobowym zespołem, który musiałam przeorganizować, nie przerywając jego pracy. Odnalezienie się w roli lidera, w zupełnie dla mnie nowym środowisku urzędu, na pewno nie było łatwe.

Co przynosi Ci najwięcej satysfakcji?

Podobnie jak w moich wcześniejszych działaniach, w Stowarzyszeniu Odblokuj i SARP-ie, łączenie wysiłków architektów, aktywistów, mieszkańców i inwestorów.

Co uważasz za swój największy sukces?


Za miesiąc minie rok odkąd zaczęłam pracę w urzędzie. W tym czasie dużo udało mi się rozpocząć, ale jeszcze niewiele skończyć. Bardzo żmudna okazała się praca przy zbieraniu danych, właściwie takim wewnętrznym audycie wszystkich procedur planistycznych. Obecnie prowadzimy ponad 200 planów miejscowych i każdy z nich jest wyjątkowy. Udało się nam skumulować wiedzę o każdym planie i ustalić dalsze kroki. Te informacje w uproszczonej formie udostępniamy i stale aktualizujemy na stronie www.architektura.um.warszawa.pl/plany-miejscowe. Teraz łatwo sprawdzić na jakim etapie jest plan i w którym roku przewidujemy jego uchwalenie.

A co uważasz za porażkę?


Trudno mi się pogodzić z tym, że ciągłość pracy urzędu wymaga kontynuacji także tych mniej udanych projektów, planów. Czasem aż kusi mnie, żeby coś tam jeszcze poprawić. Ale zgodnie z procedurą zmiany w planach wprowadzane są na podstawie zgłoszonych uwag, a na etapie uchwalania przez Radę Miasta możemy już wprowadzić tylko redakcyjne poprawki. Muszę więc przedstawiać Radzie do uchwalenia plany, które najchętniej wykonałabym od nowa.

Marlena Happach
Chaos rodzi chaos – w nieuporządkowanym otoczeniu powstają prowizorki. Udoskonalamy też narzędzia prawne, które zabezpieczą naszą przestrzeń przed zalewem tandety.

Co chciałabyś osiągnąć przez najbliższy rok?


Finalizujemy prace nad harmonogramem realizacji planów miejscowych i chciałabym taki wieloletni program prac planistycznych przedstawić pani prezydent i Radzie Miasta. Konsultacje społeczne wykraczają w nich poza ustawowe minimum.

W tym roku chciałabym też skoordynować działania projektowe przy kluczowych miejskich inwestycjach, takich jak szkoły, siedziby urzędów, instytucje kultury. Ważne, żeby były realizowane w wyniku konkursów architektonicznych. Dobra architektura nie może powstawać, kiedy podstawowym kryterium wyboru projektanta zamiast jakości projektu jest cena. W najbliższym czasie bardzo też skupiam uwagę na konkretnym miejscu w naszym mieście – na placu Defilad.

Czy jest szansa, że będzie w końcu przestrzenią na miarę marzeń warszawiaków?


Zdecydowanie tak. W tym roku robimy „Krok do przodu”. To hasło 9. edycji Festiwalu Warszawa w Budowie, w który bardzo się zaangażowaliśmy.

Kwartał otaczający Pałac Kultury jest jak rana w samym środku stolicy. Od lat, mimo licznych prób uregulowania zasad zagospodarowania tej przestrzeni, niewiele udaje się osiągnąć. Kolejny raz stajemy przed pytaniem czy realizować nieaktualne już plany, czy wymyślać wszystko od początku.

Chcemy połączyć siłę działań projektu Plac Defilad z festiwalem Warszawa w Budowie. Do tego włączamy elementy scenograficzne na samym placu, które mają pomóc w wizualizacji proporcji przyszłego placu Centralnego (który stanowić ma tylko fragment obecnego placu Defilad). Jednocześnie organizujemy konkurs architektoniczny na zagospodarowanie samego placu Centralnego, którego wyniki poddamy publicznej debacie. Konkurs już trwa, a laureatów poznamy 6 listopada.

To trudne miejsce, wciąż niespójnie. Jest parking, dworzec autobusowy, prywatne działki zastawione jedzeniowymi budami. Czy miasto ma jakieś narzędzia, żeby przeciwdziałać temu chaosowi? Czy będą tam stawać kolejne kebabownie w kształcie samolotów?


Realizacja projektów muzeum, teatru, parkingu podziemnego i placu to pierwszy krok. Niezbędne jest uregulowanie kwestii własnościowych. Chaos rodzi chaos – w nieuporządkowanym otoczeniu powstają prowizorki. Udoskonalamy też narzędzia prawne, które zabezpieczą naszą przestrzeń przed zalewem tandety.

Czy dożyjemy otwarcia Muzeum Sztuki Nowoczesnej i TR Warszawa na placu Defilad? Wielu warszawiaków traci już nadzieję.


Może czasem drobimy w miejscu, ale nie poddajemy się. Liczę, że nie tylko dożyjemy, ale już kolejny prezydent miasta przetnie wstęgę. Cel na najbliższy rok – wbić łopatę.