|

Małgosia Minta smakuje Warszawę

Małgosia Minta smakuje Warszawę
Małgosia Minta

Coraz częściej wyjeżdża za granicę lub na polską wieś. Czy Warszawa jej jeszcze smakuje?

Autorka bloga Minta Eats, dziennikarka kulinarna, której wyborom ufamy. Najbardziej cenimy jej cykl publikacji w „Wysokich Obcasach” pod hasłem „Żywicielki”, który pokazuje kobiety, produkujące z sukcesem dobrą polską żywność. Na rozmowę umówiłyśmy się w jednym z jej ulubionych lokali na śniadanie i kawę – w Forum na Elektoralnej. Co zamówiła? Oczywiście chleb z pomidorami.

Ciągle jesteś w podróży. Warszawa cię jeszcze kręci?

Oczywiście, jestem warszawską patriotką. Gdyby lokalnie nie działo się tak ciekawie, tak dynamicznie, to pewnie nie robiłabym tego, co robię. Właśnie rozmawiałam ze znajomym z Tel-Awiwu, który przyjeżdża do Warszawy kilka razy w roku, tylko żeby jeść. Więc coś jest na rzeczy. W warszawskiej gastronomii jest duża, stymulująca konkurencja. Warszawiacy też są wymagający, bo dużo podróżują, śledzą trendy. Chcą, żeby było i ładnie, i smacznie.

Pewnie często zdarza ci się oprowadzać po Warszawie takie Małgosie Minty z zagranicy. Co pokazujesz u nas dziennikarzom z innych krajów?

Często robię to dla miasta. Na pewno chcę pokazać tę bazę, czyli surowiec, składnik. Dlatego zawsze jest Hala Mirowska – najbardziej demokratyczne targowisko w mieście, bo masz tam starsze panie, ekomatki, przedstawicieli wszystkich mniejszości etnicznych, ekspatów. Potem jedziemy do Fortecy, żeby poznali nową falę polskich producentów. Jeśli jest ładna pogoda, to jedziemy do Majlertów, bo to też jest fajna historia. 

Sama lubisz zaczynać poznawanie miasta od bazaru?

Tak, chociaż na przykład w Kopenhadze nie ma bazarów.

Jak to? To jak oni żyją?

Wszystko mają w sklepach. Ale brakuje jednak takiego bezpośredniego kontaktu z producentem.

SAM, fot. Małgosia Minta
Na szczęście nie jestem krytykiem kulinarnym i nie muszę bywać w lokalach, które nie koniecznie chciałabym odwiedzać.

Śniadania?

Tak, bo w przeciwieństwie do na przykład krajów południa Europy, mamy bardzo rozbudowaną kulturę śniadań. Zabieram ich tam, gdzie jest biały ser. Bo to jest rzecz, której oni nie znają. Idziemy do SAM-u, bo tam jest twarożek, jajka po wiedeńsku, tosty z pieczonej przez nich chałki, szakszuka.

Zawsze staram się też pokazać warszawskie fenomeny, czyli to, co zadziało się w ciągu ostatnich pięciu lat. Na przykład cała kultura kawowa. Idziemy więc do Storu albo do Forum. Staram się też pokazać piekarnie, więc jedziemy na Stalową do Rano albo szybka rozmowa z Całą w Mące w Fortecy.

Jeśli kuchnia, to polska, nowa, oparta na składnikach od producentów z okolic Warszawy. Dlatego często lądujemy w AleWino. Albo idziemy do Superlardo, bo bardzo mi zależy, żeby pokazać, co robi tam szef kuchni Paweł Fabiś. Że mielą też dla siebie mąkę z ekozbóż i pieką z tego obłędnie pyszne chleby, robią sami wędliny. Inne adresy to Kieliszki na Hożej, hotel Warszawa.

Piękny budynek.

Tak, ale też niezwykły szef kuchni Darek Barański. Jeden z najbardziej pracowitych, utalentowanych szefów kuchni, jakich spotkałam. Skromny, dziennikarzy od razu wysyła do pięciu innych miejsc. Cecha niezwykła. Idziemy do Bibendy, do MOD-u. Ostatnio zabrałam tam szwedzką dziennikarkę, która nie mogła uwierzyć w to miejsce: singapurczyk w kuchni, rano pączki, potem neo bistro, 18-latki, które piją na randce naturalne wina z Austrii, do tego świetna kawa. Usłyszałam, że jest to bardziej hipsterskie miejsce niż jakiekolwiek w Sztokholmie.

Staram się też, żeby mogli poznać ludzi. Sama to lubię najbardziej. Ze mną są też niestety skazani na polskie wina, piwa i cydry.

Bardzo narzekają?

Nie. Pięć lat temu to może było jedno dobre polskie wino, ale teraz bardzo się to zmieniło. Nadal są stosunkowo drogie, ale ich jakość z roku na rok jest coraz wyższa: winnica Wieliczka. Dom Bliskowice, Winnica Wzgórz Trzebnickich, Moderna.

Staram się niczego nie ukrywać, ale raczej kłaść akcent na to, co jest dobre. Jak chcą baru mlecznego, to nie zabieram ich do Prasowego, tylko odważnie do baru Sady, gdzie pachnie mlekiem. Tam zabrałam brytyjską dziennikarkę, która jest moim guru, jeśli chodzi o krytykę kulinarną – Marinę O’Loughlin.  Mistrzowsko, ale delikatnie wbija szpileczki w swoich felietonach w „Sunday Times’ie”. Gdyby zjechała moją restaurację, to zanim zamknęłabym biznes, umarłabym ze śmiechu.

I ona przyjeżdża do Warszawy.

Miałam tremę, ale super to wyszło. Była bardzo dzielna, dużo zjadłyśmy i zrobiłyśmy po mieście kilometry. Na finał zjadła domowy obiad w AleWino, z leniwymi ze smażonymi śliwkami i karmelem na deser. Powstał kilkustronnicowy materiał w „BBC Good Food”, największego magazynu o jedzeniu na Wyspach. Pochlebny.

Co szczególnie jej się spodobało?

Chyba sama Warszawa. Nie ukrywała, że jest to dość chaotyczne architektonicznie miasto. Pisała, że trzeba mieć za przewodnika insidera, bo inaczej to się trafi na Starówkę. Ale tak chyba jest wszędzie.

|
TOP 10: Najlepsze knajpy
Małgosia Minta
Małgosia Minta

Ty sama chodzisz po Warszawie utartymi ścieżkami, od znajomych do znajomych?

Na szczęście nie jestem krytykiem kulinarnym i nie muszę bywać w lokalach, które nie koniecznie chciałabym odwiedzać.

W których miejscach ty chętnie jesz, pracujesz, spędzasz czas?

W kawiarni Relaks, bo mam blisko. Teraz jeszcze bliżej mam do Dobroczynnej – kawiarni, która dochód przeznacza na fundację Charytatywni, wspierającą edukację dzieciaków. Stor na Tamce, bo mają świetną kawę i serniki od Fatimy El Dessouki, która jest ich mistrzynią. A ja lubię ciasta. Wpadam również na sernik nowojorski do Miss Mellow. Lubię Forum, bo mają genialną kawę i niebanalne śniadania. Gra dobra muzyka – a to rzadkość w Warszawie, dobrze się tu pracuje i jest blisko na bazarek pod Mirowską. Na jedzenie: Bibenda, AleWino, bo nigdy mnie jakoś poważniej nie rozczarowali. Na biznesowe wyjście wybieram Kieliszki na Hożej, bo jest tam pysznie, pomysłowo i bardzo ładnie. A na wieczornego drinka Cosmo. Wczoraj piłam tam tak pyszny koktajl z morelą, że miałam ochotę się w nim kąpać!

Piekarnia Rano – to dowodzi jednak tego, że jestem nienormalna. Mieszkam na Górnym Mokotowie, nie mam samochodu, a jednak do nich jeżdżę. Niedługo otworzą u siebie na Stalowej kawiarnię ze śniadaniem – czekam!

A czego ci brakuje w Warszawie?

Wine barów. Bezpretensjonalnych, prostych, z dobrymi, naturalnymi winami, np. z Moraw, Austrii – takimi, które są nam bliskie i smakiem i geograficznie. Suszę o to głowę importerom win, restauratorom. Może posłuchają Namiastką takiego miejsca jest dla mnie Monsieur Leon. W tym mikrolokalu Luca Magnona spędziłam chyba najwięcej letnich wieczorów.

Piekarnia Rano, fot. Małgosia Minta
Piekarnia Rano, fot. Małgosia Minta
Kieliszki na Hożej, fot. Małgosia Minta