Search for content, post, videos

Warszawiacy: Maciek Żakowski

Maciek Żakowski

Współtwórca festiwali Fine Dining Week, Restaurant Week, agencji Planoia.

Pierwszy Warsaw Restaurant Weekend zrobiłeś z Pawłem Światczyńskim w 2014 roku. Jak w tym czasie zmieniła się gastronomia w Warszawie, w Polsce?

– W ciągu 10 lat od 2005 do 2015 roku podwoiła się liczba restauracji. W tym roku ten rynek urośnie być może o 5 miliardów złotych. Zbiegły się tu różne czynniki: wzrost średniej płacy, europeizacja kultury, tanie linie lotnicze, Erasmus i mnóstwo innych spraw. Ludzie podróżują, mieszkają za granicą. I mimo, że w Europie średnio wydatki na jedzenie poza domem wynoszą 7,8 procent budżetu domowego, a w Polsce zaledwie 2,5 procenta, to się to zmienia.

Do restauracji przeniosło się życie towarzyskie. Kiedyś piło się wódkę w parku przed imprezą, a teraz się idzie do restauracji. Zwiększyła się kreatywność szefów kuchni, jakość tych miejsc, świadomość tego, co jemy. Z dumą na to patrzę. To są wszystko rodzinne, lokalne firmy, często kilkupokoleniowe, które płacą w Polsce podatki, przyczyniają się do promocji swoich miast.

Tworząc i rozwijając z Pawłem Światczyńskim festiwale restauracyjne w całej Polsce, dołożyliśmy do tego swoją cegiełkę.

Ostatnio zrobiliśmy badania i zapytaliśmy ludzi, dlaczego biorą udział w Restaurant Weeku.

Dlaczego?

– Oczywiście cena jest ważna, bo podczas festiwalu zjedzą o połowę taniej, niż na co dzień. Ale też dlatego, że jest okazja, żeby się spotkać, wyjść ze znajomymi, miło spędzić czas. Restauratorzy też są zadowoleni, bo ludzie po naszym festiwalu do nich wracają.

Jakie były początki?

– Jeździliśmy starym kabrioletem po Warszawie i przekonywaliśmy restauratorów, żeby nam oddali pół lokalu na weekend. Pukali się w głowę, ale zaryzykowali. I przyszło 12 tysięcy ludzi. A na wiosnę następnego roku urodziła nam się konkurencja, która wszystko skopiowała. Strasznie się tym przejęliśmy, bo oni już chcieli robić festiwale w całej Polsce. Więc w trzy dni zmobilizowaliśmy wszystkie nasze kontakty i zbudowaliśmy strukturę krajową. Teraz Restaurant Week organizujemy w 30 miastach, nawet w Słupsku i w Ustce. Dwa razy w roku. I do tego, też dwa razy w roku, Fine Dining Week.

Tylko w Warszawie?

– Tak, tylko tu jest tak duża ilość restauracji z wyższej półki.

Co to właściwie jest ten fine dining?

– Z francuska „haute couisine”. Moim zdaniem są dwa rodzaje fine diningu, które często się przenikają. Jeden kładzie nacisk na „złote klamki” i luksusy. Tam gwiazdki są ważne, ale nieco mniej. Ważniejsze jest miejsce, prestiż. Natomiast nowa fala fine diningu to jest kosmiczna jakość i kreatywność. Jak na przykład w Nolicie – czasami danie ma kilkanaście najwyższej jakości składników, a przygotowanie go zajmuje kilka tygodni. Gotowanie i podawanie dań w takich restauracjach to prawdziwa ceremonia. Na festiwal zaprosiliśmy wszystkie 35 lokali z tej półki. Bilet kosztuje 119 zł, ale to jest trzy, cztery razy mniej niż zapłacilibyśmy normalnie za taką kolację.

A w jakich restauracjach Ty bywasz na co dzień? Masz swoich faworytów?

– Ja się żywię najczęściej w kawiarni Karma obok naszego biura, gdzie jem kanapkę z indykiem na ciepło. W restauracjach jestem jednak prawie codziennie. Na kolację wybieram Der Elefanta, Bibendę albo Soul Kitchen, które prowadzi teraz Daniel Leszek.

Mieszkasz w okolicy?

– Nie, na Powiślu. Mam łódkę w Porcie Czerniakowskim, sto metrów od domu i zieleń wokoło.

Fine Dining Week trwa jeszcze do niedzieli 3 września. Informacje i rezerwacje na stronie Restaurantweek.pl.

Foto: Filip Klimaszewski

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]