Search for content, post, videos
Joanna Kusiak

Joanna Kusiak ogarnia chaos w Warszawie [ROZMOWA]

Socjolożka, badaczka miast w King’s College Uniwersytetu Cambridge. Właśnie ukazała się jej książka „Chaos Warszawa” (wyd. Bęc Zmiana). To doktorat, który obroniła na Politechnice w Darmstadt. Do września mieszka jeszcze w Berlinie, od nowego roku akademickiego już w Cambridge.

Chaos w Warszawie był powodem twojej wyprowadzki?
– Jeśli przyjąć, że ważnym elementem chaosu jest fatalna polityka mieszkaniowa, to można powiedzieć, że chaos mnie stąd wygnał. Studia zaczęłam w Warszawie, przez trzy lata byłam warszawskim słoikiem. Chciałam poważnie zająć się pracą naukową, a nie ciągnąć dodatkowo kilka innych prac. Tymczasem za stypendium doktoranckie nie da się w Warszawie wynająć mieszkania.

Ale doktorat powstał także z mojej (trudnej) miłości do Warszawy. Chciałam zrozumieć, dlaczego to miasto jest zarazem wspaniałe i zupełnie nie do życia.

Nad czym będziesz pracować w Cambridge?
– Dalej będę się zajmować się badaniem stosunków własności w miastach – także po to, by zastanowić się, jak można odzyskać miasto dla mieszkańców. Chcę pokazać, w jaki sposób w Berlinie ruchy lokatorskie używają prawa do walki z gentryfikacją. Skutecznie zresztą. Sama wygrałam tam już cztery procesy sądowe z właścicielem kamienicy, który próbował podnieść mi czynsz.

Przerobiłaś to na własnej skórze. Czym sytuacja lokatorów różni się tam i u nas?
– W Berlinie nie zapisujesz się do organizacji lokatorskiej dopiero wtedy, gdy pojawia się konflikt. Stowarzyszenia lokatorskie są jak związki zawodowe – w zasadzie każdy, kto wynajmuje, od razu wstępuje do jednej z tych organizacji. Ze składki w wysokości ok. 80 euro rocznie pokrywane jest ubezpieczenie od ewentualnych kosztów sądowych, a progresywnych prawników zajmujących się mieszkalnictwem jest bardzo wielu, to nie są pojedynczy aktywiści.

Lokator jako słabsze ogniwo nie ponosi osobistego ryzyka walcząc o swoje prawa. Poza tym każdy jest tam lokatorem: biznesmen, profesor akademicki, robotnik. Wynajmuje prawie 90 procent mieszkańców.

Co konkretnie będziesz badać?
– To, jak o losach miasta decydują chwyty retoryczne w postępowaniach sądowych. Podam swój przykład. Właściciel wymienił okna w mieszkaniu i chciał podnieść nam czynsz, argumentując, że zmodernizował budynek. My udowodniliśmy w sądzie, że ponieważ te stare okna się rozpadały, to to nie jest modernizacja, ale „utrzymanie stanu mieszkania”. To są zawsze walki o takie drobne definicje.

Pojęcie chaosu, którym zajmujesz się w książce, jest dość uniwersalne. Do nazwy każdego dużego miasta na świecie można dopisać to słowo.
– Ale u nas ono funkcjonuje inaczej. W Berlinie, jeżeli mówi się o chaosie, to tylko w kontekście oddolnej energii społecznej. U nas słowo chaos jest nacechowane negatywnie i pojawia się wszędzie – w dokumentach rządowych, manifestach ruchów miejskich, piosenkach hiphopowych. Dla mnie popularność tego słowa jest symbolem naszej bezradności. Jesteśmy niezadowoleni z tego, jaką mamy przestrzeń miejską, ale dopóki nie zrozumiemy, jak ten pozorny chaos jest „zorganizowany”, nie uda nam się mu zaradzić.

Jako jedno ze źródeł chaosu wskazujesz prywatyzację przestrzeni miejskiej. Ale czy są takie przykłady miast europejskich, które nie są w dużej mierze wykupione przez deweloperów?
– A są! Mieszkałam przez pół roku w Wiedniu i tam ponad 60 procent mieszkań należy do miasta i niekomercyjnych spółdzielni. I to daje niesamowity efekt, wpływa korzystnie na ceny mieszkań na rynku komercyjnym. U nas urzędnicy ulegali tej pokusie oddawania przestrzeni w ręce prywatne – do tego nakłaniał nas i Plan Balcerowicza i Bank Światowy. W książce jest duży rozdział o Białołęce, o której dziś mówi się jak o katastrofie planistycznej. Tymczasem na początku millenium uchodziła ona za najlepszą gminę w Polsce. Budowała mieszkania i zarabiała na siebie – wypełniała kapitalistyczny ideał miasta-firmy.

Czy da się zatrzymać chaos? Co możemy zrobić?
– Musimy zmienić nasze podejście do własności w mieście. W pewnym sensie wymyślić nowy modernizm. To był ostatni system, który mówił kompleksowo o mieście – o budynkach, ulicach i ludziach. Trzeba się zastanowić, jak wrócić do takiego systemowego myślenia, ale jednocześnie nie powtarzając fundamentalnych błędów modernizmu. Nie możemy sobie już pozwolić na założenie, że rynek sam wszystko uporządkuje.

rozmawiała: Agnieszka Kowalska
zdjęcia: Filip Klimaszewski

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]