|

Syzyf nie jest sam – niezwykła wystawa w U-jazdowskim

Syzyf nie jest sam – niezwykła wystawa w U-jazdowskim

Japończycy z kolektywu hyslom znaleźli się w Warszawie, bo ich praktyka bardzo odpowiada sposobowi myślenia o rezydencjach artystycznych w U-jazdowskim.

Itaru pewnego dnia zauważył, że góra, którą widzi od lat z okien swojego domu w Osace, zmienia się. Wjechały koparki. Z przyjaciółmi wkradł się więc na teren budowy, żeby sprawdzić, co się dzieje. Tak narodził się kolektyw hyslom.

Od 2009 roku Itaru Kato, Fuminori Hoshino i Yuu Yoshida wracają na tę górę, by w charakterystyczny dla siebie sposób doświadczać i pokazywać zachodzące tam zmiany. Wkraczają zawsze wtedy, gdy ustają prace budowlane. Są cieniem przemian, które na tej górze się wydarzają.

To, co tam robią, to swoiste happeningi, badania terenowe. Sami nazywają to „field’s play”. Improwizują je w trójkę albo więcej osób, w odniesieniu do tego, co danego dnia tam zastaną. Wchodzą w pewną grę z pracownikami, którzy zostawiają w określonym stanie tę górę, z przyrodą. Są to bardzo fizyczne, czasami ryzykowne działania, które mocno odbijają się na ich ciałach.

– Schudli i stężeli przez ten czas. Poznali tę górę swoim ciałem. Nowe zbocze? Sturlali się z niego. Pręty zbrojeniowe? Stworzyli z nich muzyczne instrumenty. Studzienki kanalizacyjne? Nurkowali w nich – opowiada Anna Ptak, współkuratorka wystawy, pokazując nam na ekranach małych telewizorów dokumentację tych działań. Chłopaków poznała sześć lat temu na własnej rezydencji w Japonii. To był czas, kiedy po czterech latach działań na górze postanowili po raz pierwszy pokazać je publiczności.

Hyslom znalazł się w Warszawie, bo ich praktyka bardzo odpowiada sposobowi myślenia o rezydencjach artystycznych w U-jazdowskim. Preferowane jest tu działanie z tym, co zastane, a nie z tym, co zadeklarowane wcześniej. – Zapraszamy artystów nie na podstawie zgłoszonego projektu, ale dlatego, że cenimy ich praktykę. Zwykle są to działania zakorzenione w jakimś kontekście społecznym, oparte na udziale osób, które nie są artystami. Procesualne, performatywne, zmienne i właśnie kontekstowe. Zapraszamy ich, żeby zobaczyć, co z tą praktyką stanie się w tym nowym miejscu – mówi Anna Ptak.

Góra pod Osaką teraz jest osiedlem mieszkaniowym na 10 tys. osób. Ale Itaru, Fuminori i Yuu wciąż na nią wracają i dokumentują w cyklu wideo „Dokumentacja histerezy” (historii zapisanej w materii). Na tej podstawie tworzą też rzeźby, spektakle, performance, działania taneczne.

Przyjechali do Warszawy. Ale tu nie ma góry. Przypomniała im się inna historia, która im towarzyszy. Historia kamienia. Nadawała się, bo kamień to namiastka góry. Wrócimy do niej za chwilę.

Rozglądając się po okolicy trafili do Ursusa, gdzie na terenie dawnej fabryki traktorów powstają osiedla mieszkaniowe (zupełnie jak na ich górze). Tu przyłączyli się do niezwykłego projektu budowy statku z osobami wychodzącymi z bezdomności, wspieranymi przez Kamiliańską Misję Pomocy Społecznej kapitana Waldemara Rzeźnickiego. To było doskonałe zarzewie dla wyobraźni i ulubionego przez Japończyków wspólnego działania.

Wracając do kamienia. Znaleźli go w rzece Kamo, w Kioto. Całkiem spory głaz, który posłużył im do serii działań performatywnych. Po każdym takim działaniu zwracali go do rzeki. Aż pewnego dnia kamień zniknął. Podczas wizyty w Europie „odnaleźli” go, a raczej kamień, który bliźniaczo przypominał tamten. Pomyśleli: „Uczyńmy ten kamień kamieniem z Kamogawy. Ale żeby to zrobić, musimy zwrócić ten kamień do rzeki Kamo.” Tak, lubią komplikować sobie zadanie! Podróż z takim kamieniem to nie jest łatwa sprawa. Na szczęście po drodze znaleźli mnóstwo pomocników, którzy uwierzyli w tę historię. Syzyf nie jest sam.

Całą tę historię na wystawie opowiadają miniaturowe scenki – rzeźby z gliny; pamiątki z podróży kamienia specjalnie kupioną do tego celu ciężarówką, dokumentacje wideo. Wyłania się z nich peryferyjny obraz Polski, bo dzięki tej podróży artyści z Japonii weszli w różne nasze lokalne światy. Są tu gołębiarze z granicy polsko-niemieckiej, studenci sztuki ze Szczecina i Poznania, bezdomni budujący statek, rolnicy z Pomorza.

Po zakończeniu wystawy kamień wróci razem z hyslom do Japonii. Przez ląd i morze Ochockie. A jeśli poziom wody w Wiśle będzie zadowalająco wysoki – zbudowanym wspólnie statkiem do Bałtyku i dalej, drogą morską. Teraz kamień możemy zobaczyć w studni na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego. Systemem lin i przekładni połączony jest z budynkiem zamku, z wystawą. Podróż trwa. Historia toczy się dalej.

Wystawa hyslom czynna będzie w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski do 8 marca.