Search for content, post, videos

Warszawiacy: Grzegorz Łapanowski

Kucharz, osobowość świata kulinariów, twórca Food Lab Studio i projektu edukacyjnego Szkoła na Widelcu. W dniach 8-10 września po raz pierwszy współorganizuje w Ogrodzie Botanicznym UW Warszawski Festiwal Kulinarny. W programie m.in. warsztaty, wykłady, spacery po ogrodzie, zajęcia dla dzieci, targ jedzenia i dizajnu.

Jedzenie i rośliny – to twoje dwie wielkie miłości. Która większa?
– Na szczęście nie muszę wybierać. Zresztą one są bardzo ze sobą związane. Każdy z nas ma swoje zajawki, ale nie ma co popadać w obsesję i zamykać się tylko w ich świecie. Warto zauważyć życie takim, jakie jest – pełnym i różnorodnym.

Moja przygoda z roślinami zaczęła się od kuchni.

Od roślin jadalnych czy od projektu Gastro Garden, gdzie dotknąłeś ziemi i zacząłeś sam coś uprawiać?
– Znacznie wcześniej. Kiedy mama zerwała po raz pierwszy pomidora czy malinę z grządki. Dziadkowie chodzili na grzyby i też namiętnie uprawiali ogród. Ja jako dziecko już wiedziałem, że to jest coś super. Jeździliśmy w góry. Nigdy nie zapomnę widoku lasu w okolicach Szklarskiej Poręby. Ta zieleń jest tak bujna, tak żywa, to ukształtowanie terenu, te skały, które zrastają się z mchem i z potokami!

W wielkim mieście można o tym zapomnieć. Tu dominuje beton.
– Moje miasto idealne to takie, w którym architektura łączy się z zielenią. Chciałbym żyć w mieście, w którym są ścieżki rowerowe, parki, dobrze zaprojektowane przestrzenie publiczne. W którym rządzi człowiek, a nie samochód. W Warszawie obserwuję dużo takich pozytywnych zmian.

W końcu to roślina jest łącznikiem z naszą planetą, a nie beton. Nie wzięliśmy się z betonu. Musimy dbać o jakość życia. Każdy z nas zasługuje na to, żeby żyć godnie, jeść przyzwoicie.

Zwłaszcza, że mamy wybór.
– Niby tak, ale wciąż jest segregacja społeczna związana z jedzeniem.

Ktoś uboższy nie kupi dobrych warzyw na bazarze pod Halą Mirowską?
– Tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale o dostęp do wiedzy. Dziś szkoła, która powinna chociaż częściowo brać odpowiedzialność za wychowywanie kolejnych pokoleń, w sferze żywienia nie bierze tej odpowiedzialności, zrzuca ją na rodziców. A rodzice często są zagonieni i sami byle jak jedzą. Dzieci nie mają skąd brać dobrego przykładu. Badania prowadzone w Stanach czy Wielkiej Brytanii pokazują dobitnie, że zapłacimy za to wysoką cenę.

Ogród może wiele nas nauczyć o dobrym jedzeniu. Zapobiec też przemęczeniu i wypaleniu zawodowemu, które wielu z nas dotyka.

Sam jeszcze jesteś w takim pędzie, bo na swojej działce na Mokotowie póki co organizujesz biuro, a nie kopiesz w ziemi.
– Ale przyznasz, że to już krok w dobrą stronę. Mam mieszkanie wypełnione roślinami, byłem teraz trzy tygodnie na wakacjach. Działkę mam dwa kroki od Food Lab Studio. Dbam coraz bardziej o równowagę.

Jestem przekonany, że powinniśmy się zatrzymać, wrócić do podstaw, do bycia rolnikami, bycia bliżej ziemi.

Prowadzimy do degradacji środowiska naturalnego, które jest naszym żywicielem. To jest też powód, dla którego robimy festiwal. I robimy go w tym miejscu – w Ogrodzie Botanicznym UW – gdzie jest ogromne zaplecze naukowe ludzi, którzy wiedzą, w jakim kierunku zmierza nasza planeta.

To dobre pole do dialogu – kucharzy z naukowcami, projektantów z producentami żywności. Dlatego nie robię tego festiwalu sam, a z Ogrodem Botanicznym i Targami Wzory. Będziemy łączyć te dziedziny. Kuchnia i ogród są do tego idealnymi miejscami.

Tylko kuchnia i ogród mogą uratować nasz kraj.
I żyli długo i szczęśliwie.

Dopóki nie zaczęli rozmawiać o polityce.
Później i o tym nauczymy się rozmawiać. Póki co zajmijmy się robotą, a nie gadaniem.

Foto: Filip Klimaszewski

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]