|

Maja Ganszyniec w zgodzie ze sobą

Maja Ganszyniec w zgodzie ze sobą
MAJA GANSZYNIEC

Jedna z najbardziej uznanych projektantek mebli w Polsce. Nurt to jej ukochane dziecko.

Co jest teraz dla ciebie najważniejsze w pracy projektantki?

Jakkolwiek by to górnolotnie nie zabrzmiało najważniejsza jest dla mnie prawda. Chcę robić rzeczy, z którymi czuję się komfortowo, pod którymi w pełni mogę się podpisać.

Dlatego powstał Nurt?

Kusząca była perspektywa, żeby zrobić to całkowicie na własnych warunkach. Pracując na swoim można sobie pozwolić na eksperymenty – na przykład dać sobie rok na przygotowanie sklejki, która nie ma w sobie ani odrobiny chemii. Można sięgnąć po polny kamień zamiast marmuru, który podróżuje do nas przez pół świata. Albo po dąb, który jest drogim materiałem, bo długo rośnie, ale za to jest najtrwalszy. Chcę, żeby te rzeczy były ponadczasowe i nasze.

Co jeszcze charakteryzuje „twoje rzeczy”?

To, że nie przytłaczają. Interesuje mnie budowanie przestrzeni, w której jest dużo powietrza dla człowieka. W miastach jesteśmy przebodźcowani i mieszkanie jest dla mnie oazą, w której odpoczywam. Wolę przedmioty, które nie są ikonami, tylko cichymi bohaterami naszej codzienności. Które są trwałe, nie podlegają modzie. W domu mam bardzo mało nowych rzeczy.

Maja Ganszyniec
Marzy mi się świat, w którym kupujemy mniej, rzadziej i mądrzej. I mam nadzieję, że takich jak ja jest więcej.

Ale pracujesz dla IKEI – firmy, która co sezon proponuje nam nowe kolekcje, nowe tendencje. Jak się z tym czujesz?

Pracuję z nimi, bo praca z największymi daje szansę na zmianę. Mam tam wolność. Wszyscy wiedzą, że unikam projektowania rzeczy z plastiku. Wymagam pewnych rozwiązań, lobbuję za nimi. I taki jest sens pracy projektanta. My naprawdę możemy mieć realny wpływ nie tylko na to, jak mebel wygląda, ale też z czego jest zrobiony i jak długo będzie służył. Jeśli ja odmówię zrobienia krzesła z plastiku, to będziemy mieć o 600 tysięcy mniej krzeseł z plastiku. To jest duża rzecz. Minimalizowanie szkód, które można by wyrządzić w takiej skali.

A dlaczego pracujesz z najmniejszymi producentami, rzemieślnikami?

Tak z kolei można stworzyć swój świat od początku, nie idąc na żadne kompromisy. Startujemy z Nurtem w 2018 roku, a nie w latach 80. czy 90., kiedy nikt o szkodliwości mebli nie myślał. Bardzo mi zależy na tym, żeby zacząć tę dyskusję, bo sprowadzając sofę z Chin nie zastanawiamy się na czym siedzimy i co wdychamy.

Nie każdego stać na dobrej jakości mebel.

Dlatego namawiam na Ikeę. Tam meble są tak przebadane, przechodzą przez takie sito, że nie ma szans, żeby cokolwiek było szkodliwe.

Marzy mi się świat, w którym kupujemy mniej, rzadziej i mądrzej. I mam nadzieję, że takich jak ja jest więcej.

Stado - meble marki Nurt (mat. promocyjne)
Kompas - stół marki Nurt (mat. promocyjne)