Search for content, post, videos

Człowiek tygodnia: Łukasz Długowski – podróżnik

Łukasz Długowski, Mikrowyprawy

Człowiek, który inspiruje. Dziennikarz, bloger, podróżnik, autor książki „Mikrowyprawy w wielkim mieście”. Zabiera nas na tropienie wilków w Beskidzie Żywieckim, pokazuje niedźwiedzie w Bieszczadach, prowadzi przez bagna, na rykowisko jeleni. Ale często podróżuje po prostu w obrębie Warszawy. W weekend 24-25 listopada organizuje pierwszy Mikrofest pod hasłem „Jak żyć z podróży?”. Lokalizacja – Staw Otwarty – kolejne niesamowite miejsce w stolicy. Znacie?

Jak się zaczęły te twoje mikrowyprawy?
– Zaczęło się od tego, że chciałem być wielkim podróżnikiem, jak Amundsen, jak Kamiński.

Czyli od makrowypraw?
– Zdecydowanie, bo myślałem, że w tej naszej Polsce nie ma nic ciekawego. W 2012 roku próbowałem przejść Norwegię na nartach, z Bergen do Oslo. Byłem przekonany, że jak mi się nie uda, to będzie największa porażka w moim życiu. Po kilku dniach wyprawy zatrzymałem się, żadnego śladu człowieka, z każdej strony góry. I pomyślałem, że to nie jest warte tego wszystkiego.

Czego? Zmęczenia?
– To jest takie ryzyko, że stawiasz na szali swoje zdrowie, życie, rodzinę. Był trzeci stopień zagrożenia lawinowego, nadchodziła burza. Zdecydowałem, że zawrócę. I ta „największa porażka w moim życiu” okazała się najważniejszą porażką. Całkowicie zmieniła moje myślenie o tym, co jest ważne, jak chcę podróżować. Postanowiłem przestać być egoistą i zacząć myśleć o innych, nie tylko o sobie.

Ale potrzeba podróżowania nie znika tak po prostu.
– Oczywiście, że nie. Ale chciałem ją realizować tak, żeby móc prowadzić normalne życie, spotykać się z przyjaciółmi, mieć czas dla syna, dla siebie. Szukałem rozwiązania. Chciałem zjeść ciastko i mieć ciastko.

Trafiłem na blog brytyjskiego podróżnika Alastaire’a Humphreysa, który po kilkuletniej podróży rowerem dookoła świata wrócił do domu z takim samym pytaniem. I wymyślił coś co nazwał „microadventures”. Ja nazywam to „mikrowyprawy”.

Na czym polegają?
– To są takie wyprawy, które możesz zrealizować nawet w godzinę, dzień, dwa. Drobne rzeczy, które zmieniają cię z frustrata, który siedzi codziennie w korpo i życie mu się ciągnie jak szary, smętny glut, w człowieka, który żyje kolorowym życiem, wartym przeżycia. Większość z nas nie wejdzie na Mount Everest. Pytanie – po co mielibyśmy wchodzić? Możemy wejść na Górkę Szczęśliwicką albo Rysy.

Wystarczy złapać dystans do siebie?
– Poczucie humoru w ogóle jest ważne. Bo często są to absurdalne przygody, które przy odpowiednim nastawieniu dają moc frajdy.

Tak jak mój ulubiony rocznicowy projekt Polska Nieodległa, który spuścił sporo powietrza z tego patriotycznego balonu.
– Dokładnie. Powrót do dzieciństwa, kiedy bawisz się w coś, bo ci to sprawia przyjemność. Rozpalasz ognisko nad Wisłą, obserwujesz ptaki o świcie w Skaryszaku.

Stawiam sobie za cel wyciągnięcie ludzi z domu, bo nie da się przekonać ich do ochrony przyrody, dopóki jej nie doświadczą. Jak nie prześpisz się w lesie, nie wykąpiesz w rzece, nie wejdziesz na drzewo, nie zobaczysz dzikiego zwierzęcia, to będzie ci obojętna wycinka Puszczy Białowieskiej.

Byłeś świadkiem takich przemian, kiedy totalny mieszczuch pojechał pierwszy raz do lasu?
– Wielokrotnie. Zabieram często na wyprawy osobno kobiety, żeby odsapnęły, spędziły czas tylko w kobiecym gronie i facetów z dziećmi, żeby pokazać im wartość czasu spędzonego z rodziną i to, że sobie dobrze z tym radzą. Była taka dziewczyna, która zajmowała się domem i niewiele więcej działo się w jej życiu. Nie wierzyła, że da radę, w lesie, w tym śpiworze. Ale pojechała ze mną raz, drugi i teraz co miesiąc ze swoją najlepszą przyjaciółką jeździ w Tatry. Obie zostawiają chałupy i w piątek strzała samochodem do Zakopca. I widzę, że to im sprawia mnóstwo radochy.

Tyle jest jeszcze do zobaczenia w Polsce! Często jej nie doceniamy.
– Wokół Warszawy mogę ci wskazać wiele takich świetnych miejsc: Bagno Pulwy, dolina dolnego Bugu, bagna na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, Puszcza Biała. Cała Warszawa jest otoczona szlakami, to około 200-kilometrowa trasa.

Ja na przykład często pływam na supie. Ruszam z południa, z wysokości Kępy Zawadowskiej do centrum Warszawy i już jest przygoda.

Mikrofest – jak żyć z podróży? – 24-25.11. Więcej informacji tutaj…

rozmawiała: Agnieszka Kowalska
zdjęcia portretowe: Filip Marek Klimaszewski

Łukasz Długowski, Mikrowyprawy
Łukasz Długowski, Mokrowyprawy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]