Search for content, post, videos
Ania Kuczyńska

Warszawiacy: Ania Kuczyńska – projektantka mody

Projektantka mody, warszawianka. Stworzyła jedną z najsilniejszych polskich marek w tej branży. Jej najnowsza kolekcja „Le Nuvole/Chmury” inspirowana jest nastrojem Palermo i Ortigii. Oprócz niej wypuściła też serię białych bluz z hasłem „WE ARE GRANDDAUGHTERS OF THE WITCHES YOU DID NOT BURN” („Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie spaliliście”), które zauważyła podczas protestów kobiet w Waszyngtonie w marcu 2017 roku.

Często akcentujesz społeczne i polityczne wątki twoich kolekcji. Czy to ma sens w świecie mody, który w dużej mierze jest targowiskiem próżności?
– Tak, bo moda jest barometrem rozmaitych zjawisk społecznych, nie jest oderwana od życia. Wszystko się dziś miesza – kultura, dizajn, polityka, styl życia. Przez strój możemy komunikować to, kim jesteśmy, kim chcielibyśmy być, jakie mamy poglądy.

Ja robię modę, która jest osadzona w konkretnym kontekście: polskim, warszawskim. Nie nadałam swojej marce anglojęzycznej nazwy, żeby zataić skąd jestem. To jest dla mnie ważne. Będąc świadomą osobą, mamą, nie mogę nie reagować na to, co się wokół nas dzieje. A dzieją się rzeczy złe. Ważne było dla mnie, żeby odnieść się do tego wielkiego ruchu kobiet protestujących na całym świecie w obronie swoich praw.

Moda jest jego częścią?
– Moda na to reaguje. Wiele zmienia się na wybiegach, powoli, ale się zmienia. Anna Wintour powiedziała ostatnio, że najbardziej podoba jej się teraz w modzie różnorodność, m.in. wieku czy koloru skóry modelek.

Po raz pierwszy kobieta została główną projektantką Diora. Pewna siebie, silna Maria Grazia Chiuri. W swojej pierwszej kolekcji haute couture pokazała t-shirty z hasłem „We should all be Feminist”. Było to mocno komentowane i poszło w świat, powielane przez sieciówki. Dyskusja na każdym poziomie jest ważna. A moda ma duży zasięg.

Co dla ciebie w tym ruchu obrony praw kobiet jest najważniejsze?
– Powiem coś osobistego. Kiedy kończyłam studia, wracałam do Polski i tworzyłam własną markę, nie myślałam o budowaniu biznesu, raczej o realizowaniu marzeń i pasji. Teraz cieszę się, że udały mi się obie te rzeczy, bo kiedy rozstawałam się z partnerem, ojcem mojego dziecka, uświadomiłam sobie, że mogę sobie na tę decyzję pozwolić, bo jestem niezależną kobietą. To luksus. Nie wszystkie mamy taką możliwość. Wiele kobiet jest zmęczonych, zrezygnowanych. Ważne jest, żebyśmy nauczyły się szanować, cenić siebie i w tym procesie my – kobiety powinnyśmy bardziej się wspierać.

Twoja nowa kolekcja też jest bardzo kobieca, na wielu poziomach – doboru tkanin, fasonów, żeńskich imion nadanych płaszczom i sukienkom. Spodobały mi się bardzo puchowe kufajki – mocne formy, a jednak jest w nich lekkość.
– To jeden z tych fasonów, które pamiętam z wczesnego dzieciństwa. Również materiały: jedwabie, wełny, od których odzwyczaiła nas masowa produkcja.

Na Sycylii mojej przyjaciółce babcie uszyły cały posag – pościele, obrusy, koszule nocne. Kiedyś miało się rzeczy, które były niezwykłe, miały jakąś historię, były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jestem przekonana, że noszenie takich ubrań wpływa na nasze samopoczucie, komfort życia. Ja jestem antykonsumpcyjna, wolę mieć trzy rzeczy dobrej jakości.

Czyli podpisałabyś się pod manifestem Vivienne Westwood „Buy less”?
– Absolutnie. Trudno udawać, że nie widzimy, jakie koszty niesie ze sobą nadprodukcja ubrań.

Foto: Aga Bilska oraz materiały Ani Kuczyńskiej

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]