Search for content, post, videos
Barbara Wrońska

Warszawiacy: Barbara Wrońska

Właśnie wydała swoją pierwszą solową płytę „Dom z ognia”. W sumie nagrała dziesięć albumów, m.in. z Pustkami oraz Balladami i Romansami. To dla niej szczególny moment również dlatego, że za dwa miesiące po raz drugi zostanie mamą. W klubową trasę ruszy więc dopiero na jesieni. Ale po drodze, w lecie, będą jeszcze największe polskie festiwale.

Pierwszy singiel „Nie czekaj” trochę mnie zmylił. Spodziewałam się dominującej na płycie estetyki retro, bigbitowej. Nie mam nic przeciwko niej, ale to było miłe zaskoczenie, że płyta jest tak nowoczesna i różnorodna.
– To retro jest też „W domu z ognia i lodu”. Właściwie nie wiem, jak to się stało, bo ja tę płytę robiłam bardzo intuicyjnie. Nie miałam żadnych wstępnych założeń. Po prostu słuchałam tego swojego głosu i zastanawiałam się, jak on by mógł inaczej zabrzmieć. Chciałam z nim trochę poeksperymentować, pobawić się.

Nie miałaś chyba okazji dotychczas tak poszaleć?
– Nie bardzo, bo praca w zespole jest wypadkową naszych gustów i wizji. Na solowej płycie mogłam odejść trochę od tego, z czym jestem kojarzona.

Pierwszy pomysł – nagrać album elektroniczny, rozrywkowy, do tańca. Ale ta dyskoteka okazała się nie do końca trafiona, jestem jednak w innym punkcie życia. Przeżyłam kryzys, zderzyłam się ze ścianą. Zrobiłam sobie czyszczenie dysku w głowie i otworzyłam się na nowe. Na totalnym luzie zaczęłam robić tę płytę i się tym bawić. Powstała w rok.

„Nieustraszeni” to jest hit! W dodatku motywacyjny przekaz dla ludzi w średnim wieku, że jeszcze wszystko przed nami, że damy radę. Mnie to boli najbardziej, że nie jesteśmy już młodzi, chociaż wciąż nie jesteśmy dorośli. Też tak masz?
– Totalnie! Zastanawiałam się, kto będzie odbiorcą tej płyty. Wiem, że słuchają mnie kobiety w moim wieku. I cieszy mnie to. W „Nieustraszonych” zafundowałam im dyskotekę z lat 90. To muzyka pobudza bardziej niż tekst.

Mam skłonność do smutku i w smutku się najlepiej czuję. Ale chciałam też czegoś radosnego. Do „Prostej drogi” tekst napisał Marcin Staniszewski z Beneficjentów Splendoru. Zamówienie było takie: „Napisz wesoły tekst. Ale taki bez przesady, że generalnie wszyscy umrzemy.” W tym, co Marcin pisze jest sporo cynizmu i to jest ta radość, którą jestem w stanie zaakceptować.

Walczą różne Basie na tej płycie?
– Tak. Moje jedyne założenie było takie, żeby powiedzieć coś od siebie. Nie chciałam ukrywać się w metaforach i niedopowiedzeniach. Zależało mi na tym, żeby ludzie mnie poznali. Dorosłość nieustająco wystawia nas na próbę. Kiedy urodziłam swoje pierwsze dziecko, miałam taką fazę zwątpienia, że to co robię, jest całkowicie nieodpowiedzialne. Powinnam w momencie porodu pójść do porządnej pracy z neseserem, a nie fikać na scenie.

Sama sobie to zrobiłaś?
– Tak. Widziałam w przedszkolu te inne mamy. Godzina 9 i już w pełni gotowości, działają.  A ja w dresie, zaspana. Ale w pewnym momencie przestałam się zadręczać. O tym też jest ta płyta. Pokazuje mnie pogodzoną ze sobą.

Świetni ludzie wystąpili w twoim teledysku. Czuć dobrą energię. Przyjaciele?
– Paulina Przybysz to jest moja koleżanka z podstawówki. Kasia Nosowska – moja idolka. Słuchała demówek tego materiału i dodawała mi otuchy. Z Marcinem Staniszewskim gramy razem w Pustkach, przyjaciel. Jest też Kev Fox. Oprócz niego w teledysku występuje jego świetny samochód. Przyjemnie było tym kabrioletem przejechać się po naszych polskich drogach.

Zdjęcia: Aga Bilska
Rozmawiała: Agnieszka Kowalska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • [ulp id=’h2x9Yh1d45Vprwn7′]