|

Szare Domy: Świadectwo przedwojennej Warszawy

Szare Domy: Świadectwo przedwojennej Warszawy
Przejdź do

Dobrze zaprojektowane osiedle w którym dobrze się mieszka.

To jest osiedle, na którym bardzo dobrze się mieszka. A jak już się mieszka, to chciałoby się zebrać wszystkie wspomnienia o nim. Bo żyją tu bardzo ciekawi ludzie. Przed wojną była to warszawska elita, a i dziś wydaje się, że mało jest tu przypadkowych osób. Ten wyjątkowy klimat czuje się podczas festiwalu Szarych Domów, którego czwarta już edycja odbyła się w sobotę, 29 czerwca.

Organizuje go Marta Surowiec – z zawodu projektantka graficzna, dziewczyna petarda. Nic dziwnego, że udało jej się zdobyć serca większości mieszkańców tych dwóch ciągów modernistycznych budynków między Łowicką i Akacjową. Sama już na Mokotowie nie mieszka, wyjechała do Szkocji. Swoje mieszkanie przy Fałata wynajmuje, ale wciąż obsesyjnie tu powraca. Magia Szarych Domów działa.

Zachęciła mieszkańców do dzielenia się zdjęciami i wspomnieniami. Założyła profil na Facebooku, planuje książkę o osiedlu, do czego zachęcał ją w trakcie festiwalu sam Mariusz Szczygieł. Przywraca pamięć o projektancie tego założenia –  Janie Stefanowiczu – choć sama przyznaje ze skruchą, że poburzyła ściany w swoim mieszkaniu. Za późno doceniła walory tej architektury. A od Stefanowicza młodzi architekci mogliby się uczyć, jak projektować mieszkania – z optymalnym rozkładem pomieszczeń, oknami w łazienkach, „zimnymi szafkami” i balkonami, które mają wymyślone nawet gzymsy do postawienia skrzynek z kwiatami.

Szare Domy
Marta Surowiec, twórczyni Festiwalu Szarych Domów
Festiwal organizuje Marta Surowiec – z zawodu projektantka graficzna, dziewczyna petarda. Nic dziwnego, że udało jej się zdobyć serca większości mieszkańców tych dwóch ciągów modernistycznych budynków między Łowicką i Akacjową.

Szara cegła to holenderska inspiracja. Przed wojną pokrywał ją wszechobecny tutaj winobluszcz, który niestety wraz z termoizolacją piwnic został w dużej mierze zniszczony. Mieszkańcy mieli własne przedszkole, sklep kolonialny, w którym Żyd sprzedawał pyszną kapustę kiszoną i ogórki, róże na podwórku.

Osiedle powstało w latach 1928-32, Niemcy przeszli przez nie i wypalali mieszkanie po mieszkaniu, ale architektura Szarych Domów cudem to przetrwała.

Do dziś dobrze się tu mieszka. Wpadnijcie na Akacjową, Łowicką, Fałata, żeby poczuć ten mitologizowany w stolicy klimat przedwojennej Warszawy. W zasadzie się nie zachował, poza takimi enklawami jak Szare Domy.

Festiwal Szarych Domów
Szare Domy
Szare Domy


|

Dominika Buczak z placu Konstytucji

Dominika Buczak z placu Konstytucji
Przejdź do

Dziennikarka, mama. Właśnie ukazała się jej debiutancka powieść "Plac Konstytucji".

Jak tu się żyje? Na pierwszy rzut oka plac Konstytucji wydaje się wielką betonową pustynią.

To specyficzne miejsce do życia. Mamy rzut beretem do parku Ujazdowskiego, wszędzie stąd jest blisko. Ale rzeczywiście nie jest tu zielono, cicho i spokojnie. Trzeba lubić takie miejskie klimaty, żeby się tutaj dobrze czuć. Dla mnie ważne jest przede wszystkim to, że tuż pod tą betonową skorupą czuje się historię. Wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają budowę MDM-u.

Czyli nie trafiłaś tu przez przypadek?

To była świadoma decyzja. Pamiętam nawet, kiedy pierwszy raz stanęłam na placu Konstytucji. Na ogół było tak, że przyjeżdżając do Warszawy odruchem krakusa szłam…

Do cukierni? Na wino?

To też, ale szukałam ich na Starówce. Pamiętam to uczucie, kiedy zupełnie przez przypadek weszłam kiedyś na plac Konstytucji. Poraziła mnie skala tego założenia.

I to polubiłaś? Jesteś po prostu miejską dziewczyną! A twoje dzieci?

Też lubią to miejsce, chociaż wcale nie jest przyjazne dzieciom. Nie mamy w zasadzie podwórka, a w podcieniach jest zakaz jazdy na deskorolkach.

Jakiś czas temu wybraliśmy się do Muzeum Pragi, wysiedliśmy z metra na Targowej, zachwyciła nas okolica. Mówię, że mogłabym tu mieszkać, a nasz syn Felek, lat 7, na to: „Cooo?! Tu nawet Green Coffee nie ma!”

Synek mamusi!

Dokładnie. Dla dziennikarza plac Konstytucji to jest super sprawa, bo ciekawe historie same do ciebie przychodzą. Szłam do Batidy i pani za ladą opowiadała mi, że pracuje tu od zawsze, jeszcze jak tu był Hortex. Uliczna kwiaciarka zagaduje, że mieszka tu od początku, od 1952 roku.

Plac Konstytucji
Dominika Buczak, autorka książki "Plac Konstytucji"
Dla dziennikarza plac Konstytucji to jest super sprawa, bo ciekawe historie same do ciebie przychodzą. Sama tworzy się opowieść o współczesnej Polsce.

W twojej książce dobrze widać, że ten plac też był i jest areną sporów światopoglądowych. Twoi bohaterowie dyskutują, czy wyrzucić Żydów z kraju w 1968 roku, czy ich bronić; czy popierać strajki studentów, czy chronić dawny porządek; czy iść w tęczowym marszu, czy rzucać w policjantów kostkami brukowymi 11 listopada.

To tak naprawdę opowieść o współczesnej Polsce. To narzuciło się samo. Tu były protesty po zamknięciu „Po prostu”. Gdy wybuchł stan wojenny, tutaj stało ZOMO. W latach 90. kapitalizm rozkwitł tu budkami z wietnamskim jedzeniem. A 11 listopada 2011 roku był dla mnie ogromnym przeżyciem, czułam się jak na wojnie.

Bardzo mocne jest w twojej książce to zestawienie kibola, który idzie w tym marszu i dziewczyny, która jest zmuszona urodzić w domu, bo nie może się stąd wydostać.

Naprawdę nie dało się stąd wyjść, mój syn tego dnia nie wrócił od dziadków do domu. Widząc to zrozumiałam, że bohaterami mojej książki nie mogą być tylko tacy ludzie jak my, o podobnych do nas poglądach, z marszu Kolorowej Niepodległej.

Plac Konstytucji
Plac Konstytucji

Ten spór, który otwiera twoją książkę – czy zachować resztki starej Warszawy, czy budować zupełnie nową – to jest można powiedzieć spór konstytuujący najnowszą historię naszego miasta. Wciąż gorący.

Jedna z moich bohaterek mieszkała w Kamienicy pod Syrenami, która przetrwała wojnę i została rozebrana dopiero w kwietniu 1952 roku. W lipcu otwierano plac Konstytucji.

A ty do jakiej frakcji byś się przychyliła?

Wiele osób mnie o to pyta. Myślę, że porwał by mnie entuzjazm odbudowy Warszawy, choć żal mi tych pięknych kamienic, które mogły przetrwać do dzisiaj. Cieszę się, że nie zrealizowano planu maksimum – wielkiej socrealistycznej alei od placu Defilad aż do placu Unii Lubelskiej. Na to zabrakło funduszy.

Gdy ścierasz te poglądy, możesz pokazać też różne absurdy architektoniczne i komunikacyjne tego placu. W kolejnym tomie bohaterowie będą się kłócić o to, czy pośrodku ma być parking czy skwer?

Rzeczywiście jest to teraz bardzo emocjonujący temat. Trochę nie wiadomo, jaki ten plac ma obecnie charakter, jaką tożsamość. Zatracił swoją elegancję (oczywiście taką na miarę wschodnioeuropejską), po latach 90. już się w zasadzie nigdy nie podniósł, a potencjał ma ogromny.

A ja jestem ci wdzięczna, że jedna z bohaterek strasznie się wkurza, że za jednym razem nie da się przejść przez plac na zielonym. Może to uda nam się poprawić.



|   |

Praga

Praga

Bardziej tu offowo i klimatycznie. Pragę kochają zarówno turyści, jak i warszawiacy.

Na drugi brzeg Wisły, na Pragę, trzeba udać się koniecznie. Dla klimatu starej Warszawy, który tu się zachował. Dla charakternych rdzennych mieszkańców i dla młodych, którzy zmieniają wizerunek zaniedbanej przez lata dzielnicy. Wysiądźcie więc z metra na przystanku Dworzec Wileński i zobaczcie tę zmianę. Powłóczcie się po prostu po ulicach, podwórkach z kapliczkami, warsztatach rzemieślniczych, fabrykach i lokalnych barach. Oto kilka naszych podpowiedzi.