|

Jedzenie zamawiamy na Wspieramgastro.warszawa.pl

Jedzenie zamawiamy na Wspieramgastro.warszawa.pl
Przejdź do

Dlaczego? Bo stąd cały zysk trafia do restauracji.

Z dumą i niemałym wzruszeniem obserwujemy, jak nasze ulubione lokale gastronomiczne walczą o przetrwanie. Jest szansa, że nie wrócimy do opustoszałego miasta.

Są takie, które zawiesiły działalność, nie chcąc narażać pracowników na niebezpieczeństwo zarażenia wirusem. Być może mając własne lokale, jak kultowa cukiernia Kozak w Falenicy, zdołają przetrwać bez kontynuowania produkcji.

Ale znamienita większość działa. Testują menu na wynos, dowożą do domów z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Nawet lodziarnie! Pojawiły się oferty wielkanocne i vouchery, które również mogą być formą wsparcia.

Są też restauracje, które stały się punktami przerzutowymi jedzenia z ekologicznych gospodarstw. Tak jest zwłaszcza na obrzeżach Warszawy, gdzie można odebrać w knajpie swoją paczkę od Lokalnego Rolnika.

Miasto deklaruje obniżkę czynszów do 90 procent na okres trzech miesięcy. Wielu prywatnych właścicieli lokali, wynajmowanych przez knajpy, też zdało test na człowieczeństwo.

Restauracjom zależy na tym, by przetrwać ten trudny czas, nie zwalniając pracowników. I choć zyski z „wynosów” to zaledwie ok. 30-40 procent dotychczasowych przychodów, wierzą (i my wierzymy), że to ma sens.

Najwygodniej zamawiać jedzenie przez aplikacje. Niestety te, które działają na rynku, nie zrezygnowały ze swoich 30-procentowych prowizji. Podczas gdy knajpy nie mogą sobie pozwolić na stratę chociażby złotówki. Dlatego lokale wzięły sprawy w swoje ręce i stworzyły własną platformę: www.wspieramgastro.warszawa.pl.

Na początek dziewięć restauracji i barów: AleWino, Restauracja Forty, OH, Przegryź, Beirut, Havana, Pełną Parą, Kieliszki na Próżnej, The Cool Cat TR. Ale za chwilę ma się tu pojawić kilkanaście kolejnych, m.in. Tel Aviv, Kubek w Kubek, Charlotte czy Bibenda. Twórcy deklarują, że chętnie podzielą się doświadczeniami w tworzeniu takiej platformy z innymi miastami.

Wiecie, co robić. Te posiłki na pewno umilą Wam czas odosobnienia, a przy okazji zrobicie coś dobrego. Razem to przetrwamy!

Havana
Beirut
AleWino
Charlotte Bouillon
BIbenda
Tel Aviv Urban Food


|

10-16.07. Lato w mieście

10-16.07. Lato w mieście
Przejdź do

Wybory prezydenckie, festiwal lokalnych zakupów, pierwsze urodziny Havany. 

Odmrażanie STOR-u na Brackiej 18 – od piątku, 15 maja od godz. 9.30, można już wpadać na kawę

Koncert Fertile Hump w piątek, 15 maja o godz. 20, transmitowany online ze sceny Brackiej 20 tutaj…

Bartosz Weber – VTR dla Firleja – w piątek, 15 maja o godz. 20. Koncert transmitowany online tutaj…

Otwarcie sezonu wyścigowego na Służewcu w sobotę, 16 maja o godz. 12, transmitowane będzie online tutaj…

Premiera kolejnego dokumentu braci Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii w kościele – „Zabawa w chowanego” – w sobotę, 16.05, o godz. 10 tutaj…

Wojtek Mazolewski i Joanna Duda zagrają w SPATiF-ie w sobotę, 16 maja o godz. 19 – transmisja online tutaj…

Koncert Warszawskiego Combo Tanecznego w sobotę, 16 maja o godz. 20, transmitowany online ze sceny Brackiej 20 tutaj…

Docs Against Isolation to zapowiedź tegorocznej edycji Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, która wyjątkowo odbędzie się od 4 do 13 września. Teraz możemy oglądać online, za darmo, kilkadziesiąt doskonałych dokumentów z poprzednich edycji

Masecki z domu – Marcin Masecki powraca ze swoimi niezwykle popularnymi koncertami z berlińskiego mieszkania, w ramach Studio Online. Tym razem posłuchamy amerykańskiego jazzu – niedziela, 17.05, godz. 12 tutaj…

Od poniedziałku, 18 maja, mogą ostrożnie otwierać się restauracje. Czynna już będzie m.in. Wozownia (na zdjęciu)

W świetle kina, czyli rzecz o neonach – spotkanie online z Anną Brzezińską-Czerską, organizowane przez Zodiak, we wtorek, 19 maja o godz. 18 tutaj…

KAWA czy ŁOPATA? – cykl śniadaniowych spotkań z Grzegorzem Piątkiem – w każdą środę o godz. 9:00. Towarzyszą one wystawie Domu Spotkań z Historią „Warszawa NA NOWO. Fotografie reporterskie 1945-1949”

Agata Buzek czyta fragmenty książki „Zjadanie zwierząt” Jonathana Safrana Foera, w tamach cyklu Zielono mi Big Book Cafe w środę, 20 maja o godz. 20 tutaj…

Mit Bauhausu 100 lat później – dyskusja online w czwartek, 21 maja o godz. 18, towarzysząca wystawię „Cały świat to Bauhaus?”, w której udział wezmą Anna Cymer, Ryszard Nakonieczny, Agata Szydłowska, organizuje Instytut Goethego tutaj…

Filip Springer w swoim podcaście na Audioteka.pl pyta mądrych ludzi, czego nie wiedzą



|

Syzyf nie jest sam – niezwykła wystawa w CSW

Syzyf nie jest sam – niezwykła wystawa w CSW
Przejdź do

To już ostatni weekend wystawy japońskiego kolektywu hyslom.

Itaru pewnego dnia zauważył, że góra, którą widzi od lat z okien swojego domu w Osace, zmienia się. Wjechały koparki. Z przyjaciółmi wkradł się więc na teren budowy, żeby sprawdzić, co się dzieje. Tak narodził się kolektyw hyslom.

Od 2009 roku Itaru Kato, Fuminori Hoshino i Yuu Yoshida wracają na tę górę, by w charakterystyczny dla siebie sposób doświadczać i pokazywać zachodzące tam zmiany. Wkraczają zawsze wtedy, gdy ustają prace budowlane. Są cieniem przemian, które na tej górze się wydarzają.

To, co tam robią, to swoiste happeningi, badania terenowe. Sami nazywają to „field’s play”. Improwizują je w trójkę albo więcej osób, w odniesieniu do tego, co danego dnia tam zastaną. Wchodzą w pewną grę z pracownikami, którzy zostawiają w określonym stanie tę górę, z przyrodą. Są to bardzo fizyczne, czasami ryzykowne działania, które mocno odbijają się na ich ciałach.

– Schudli i stężeli przez ten czas. Poznali tę górę swoim ciałem. Nowe zbocze? Sturlali się z niego. Pręty zbrojeniowe? Stworzyli z nich muzyczne instrumenty. Studzienki kanalizacyjne? Nurkowali w nich – opowiada Anna Ptak, współkuratorka wystawy, pokazując nam na ekranach małych telewizorów dokumentację tych działań. Chłopaków poznała sześć lat temu na własnej rezydencji w Japonii. To był czas, kiedy po czterech latach działań na górze postanowili po raz pierwszy pokazać je publiczności.

Hyslom znalazł się w Warszawie, bo ich praktyka bardzo odpowiada sposobowi myślenia o rezydencjach artystycznych w U-jazdowskim. Preferowane jest tu działanie z tym, co zastane, a nie z tym, co zadeklarowane wcześniej. – Zapraszamy artystów nie na podstawie zgłoszonego projektu, ale dlatego, że cenimy ich praktykę. Zwykle są to działania zakorzenione w jakimś kontekście społecznym, oparte na udziale osób, które nie są artystami. Procesualne, performatywne, zmienne i właśnie kontekstowe. Zapraszamy ich, żeby zobaczyć, co z tą praktyką stanie się w tym nowym miejscu – mówi Anna Ptak.

Góra pod Osaką teraz jest osiedlem mieszkaniowym na 10 tys. osób. Ale Itaru, Fuminori i Yuu wciąż na nią wracają i dokumentują w cyklu wideo „Dokumentacja histerezy” (historii zapisanej w materii). Na tej podstawie tworzą też rzeźby, spektakle, performance, działania taneczne.

Przyjechali do Warszawy. Ale tu nie ma góry. Przypomniała im się inna historia, która im towarzyszy. Historia kamienia. Nadawała się, bo kamień to namiastka góry. Wrócimy do niej za chwilę.

Rozglądając się po okolicy trafili do Ursusa, gdzie na terenie dawnej fabryki traktorów powstają osiedla mieszkaniowe (zupełnie jak na ich górze). Tu przyłączyli się do niezwykłego projektu budowy statku z osobami wychodzącymi z bezdomności, wspieranymi przez Kamiliańską Misję Pomocy Społecznej kapitana Waldemara Rzeźnickiego. To było doskonałe zarzewie dla wyobraźni i ulubionego przez Japończyków wspólnego działania.

Wracając do kamienia. Znaleźli go w rzece Kamo, w Kioto. Całkiem spory głaz, który posłużył im do serii działań performatywnych. Po każdym takim działaniu zwracali go do rzeki. Aż pewnego dnia kamień zniknął. Podczas wizyty w Europie „odnaleźli” go, a raczej kamień, który bliźniaczo przypominał tamten. Pomyśleli: „Uczyńmy ten kamień kamieniem z Kamogawy. Ale żeby to zrobić, musimy zwrócić ten kamień do rzeki Kamo.” Tak, lubią komplikować sobie zadanie! Podróż z takim kamieniem to nie jest łatwa sprawa. Na szczęście po drodze znaleźli mnóstwo pomocników, którzy uwierzyli w tę historię. Syzyf nie jest sam.

Całą tę historię na wystawie opowiadają miniaturowe scenki – rzeźby z gliny; pamiątki z podróży kamienia specjalnie kupioną do tego celu ciężarówką, dokumentacje wideo. Wyłania się z nich peryferyjny obraz Polski, bo dzięki tej podróży artyści z Japonii weszli w różne nasze lokalne światy. Są tu gołębiarze z granicy polsko-niemieckiej, studenci sztuki ze Szczecina i Poznania, bezdomni budujący statek, rolnicy z Pomorza.

Po zakończeniu wystawy kamień wróci razem z hyslom do Japonii. Przez ląd i morze Ochockie. A jeśli poziom wody w Wiśle będzie zadowalająco wysoki – zbudowanym wspólnie statkiem do Bałtyku i dalej, drogą morską. Teraz kamień możemy zobaczyć w studni na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego. Systemem lin i przekładni połączony jest z budynkiem zamku, z wystawą. Podróż trwa. Historia toczy się dalej.

Wystawa hyslom czynna będzie w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski do 8 marca.



|

Wszystko eko w The Basic Markecie

Wszystko eko w The Basic Markecie
Przejdź do

Nareszcie mamy taki jeden sklep, w którym kupimy ekologiczny i estetyczny dizajn.

Ekologiczny styl życia nie musi być drogi, szary i pełen wyrzeczeń. Powstaje coraz więcej produktów, które nie niszczą środowiska, a jednocześnie są przyjemnością dla zmysłów. Wystarczy zajrzeć do otwartego właśnie na Mokotowie sklepu The Basic Market, żeby się o tym przekonać.

Sklep prowadzi Jagoda Gierałtowska. Wcześniej studiowała modowe dziennikarstwo w Londynie i pracowała jako stylistka, m.in. w polskiej edycji „Harper’s Bazaar”. Gdy zastanawiała się nad własną działalnością, znalazła tę lukę na naszym rynku. W Londynie widziała wiele takich sklepów z dizajnem i kosmetykami, które pozwalały na redukcję zużycia plastiku. W Warszawie wciąż takich brakuje. W drogeriach kupimy kosmetyki, w kawiarniach wielorazowe kubki, ale dobrze jest mieć to wszystko zebrane w jednym miejscu.

– Słowo „basic” oznacza podstawowe, elementarne, niezbędne. Dlatego artykuły w naszym sklepie są tak wyselekcjonowane, żeby klienci mogli zgromadzić to, co potrzebne, żeby żyć bardziej w zgodzie z przyrodą – mówi Jagoda. Uważnie czyta etykiety, sprawdza wiarygodność producentów i na sobie testuje jakość produktów. Wiele z nich wytwarzanych jest poza Polską – w Anglii, Niemczech, Stanach, Szwajcarii. Ale tych polskich jest coraz więcej. I to bardzo cieszy. W The Basic Markecie kupimy m.in.: mydła, szampony w kostce i dezodoranty w kremie od 4 Szpaków; wielorazowe waciki z bawełny organicznej od Mamy Natury; proszki do zmywarki czy do prania od Balji; środki czystości od Klareko; świece od Glyk Company; misy z drewnianych odpadów od Wood Spot.

Zagraniczne towary też są w rozsądnych cenach, no chyba że są dizajnerskimi przedmiotami pożądania, które w swoich kolekcjach mają ważne muzea wzornictwa. Nas zachwyciły m.in. filtry do wody Kuro-Bō z węgla aktywowanego, lekkie jak piórko butelki wielorazowe szwajcarskiej firmy SIGG, kubki podróżne rCup wykonane z jednorazowych kubeczków, szwedzkie sztućce turystyczne „trzy w jednym” Light My Fire, miski z juty brytyjskiej marki ReSpijn. Długo by wymieniać.

Jeśli wahacie się wciąż, czy warto używać wielorazowych woreczków na zakupy, biodegradowalnych worków na śmieci, golarek z wymiennymi ostrzami, past do zębów w tabletkach, zajrzyjcie tu po prostu, pooglądajcie, popytajcie. Warto zrobić ten wysiłek!

The Basic Market, ul. Bałuckiego 21, również online: www.thebasicmarket.com

Jagoda Gierałtowska i jej THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
THE BASIC MARKET
Jagoda Gierałtowska i jej THE BASIC MARKET


|

Nowe miejsce: Mrs. Kim’s Korean Food

Nowe miejsce: Mrs. Kim’s Korean Food
Przejdź do

Bez wystylizowanego wnętrza i nowoczesnego szyldu. Tu chodzi wyłącznie o smak.

Do Mrs. Kim’s Korean Food trafiamy przypadkiem, zwabieni nowinkami ze świata azjatyckiego. Miejsce jest bardzo nieoczywiste – pomiędzy wieżowcami hotelu Hilton i Warsaw Spire, obok Placu Europejskiego, ostało się kilka starych kamienic przy ulicy Grzybowskiej, które dawno już nie były remontowane. Patrząc na ten obrazek trudno nie pomyśleć o historii Warszawy. To tu mieści się mała knajpka, która działa od niedawna, a już zdobyła sobie wiernych fanów. Przyciągają ich tu autentyczne koreańskie potrawy i naprawdę przystępne ceny. 

Właścicielami są Eunsuk Kim i Duckjae Lee i to ich oboje możecie spotkać w kuchni. Pochodzą z Korei Południowej, ale poznali się we Wrocławiu, gdzie Duckjae Lee studiował digital marketing, a Eunsuk Kim pracowała w koreańskiej restauracji. Zauważyli, że Polacy uwielbiają koreańskie smaki i postanowili zostać w Polsce, przeprowadzić się do Warszawy i otworzyć własne miejsce. 

W lokalu Mrs. Kim’s Korean Food chodzi faktycznie o smak – nie znajdziecie tu wystylizowanych dekoracji, czy wysublimowanego szyldu. Nazwa lokalu zapisana jest na drzwiach flamastrem, podobnie jak menu na tablicy ze zdjęciami. Zamawiając zupy czy przystawki spodziewajcie się wielkich porcji, polecamy się dzielić!

Duckjae Lee zwraca uwagę na tradycję potraw takich jak kimchi czy bibimbap i opowiada historię, kiedy jeden z klientów nie wiedział, że składniki bibimbapu należy wymieszać tak, żeby uzyskać zbalansowany smak: – Zobaczyłem, że mój gość je składniki bibimbapu po kolei i grzecznie go spytałem, czy mogę mu pokazać, jak tradycyjnie jemy tę potrawę – wspomina. Bibim znaczy „mieszać potrawę składającą się z wielu składników”, po wymieszaniu uzyskujemy perfekcyjny smak. Duckjae Lee dodaje, że w koreańskim jedzeniu chodzi właśnie często o metodę jedzenia: – Jedząc w odpowiedni sposób zyskujemy najlepszy efekt – tego właśnie chcę nauczyć swoich gości. 

Najbardziej popularne danie u Duckjae Lee i Eunsuk Kim to bapsang. Składa się z wybranej „podstawy”: mięsa, owoców morza czy tofu i do tego czterech małych dodatków z dostępnego codziennie świeżego bufetu. – Wydaje mi się, że ludzie najbardziej lubią mieć ten wybór – codziennie mogą skomponować coś innego – zauważa Duckjae Lee.

Spróbujcie też koniecznie klusek ryżowych tekkeboki, podanych w ostrym sosie z cebulą, marchewką i rybnymi plackami (które z rybą nie mają wiele wspólnego). Porcja przystawkowa jest zupełnie sycąca. I koniecznie odwiedźcie to miejsce zanim właścicielom przyjdzie do głowy, żeby smaki modyfikować pod polskie nie-pikantne gusta. Pokochacie ich oraz ich kuchnię. 

Mrs. Kim’s Korean Food, ul. Grzybowska 71, czynne codziennie, oprócz niedziel, w godz. 12-21.

Duckjae Lee, gospodarz lokalu


|

Wycieczki: Letnisko Bajka w Radości

Wycieczki: Letnisko Bajka w Radości
Przejdź do

Wsiądź w pociąg Szybkiej Kolei Miejskiej i kieruj się w stronę Radości.

Konkretnie: kierunek Otwock. Warto odwiedzić każdą miejscowość na tzw. Linii Otwockiej, bo każda ma swoją specyfikę (no i te piękne modernistyczne wiaty na peronach, z 1936 roku!).

Do Otwocka warto chociażby po to, żeby zobaczyć postępy w renowacji największego zachowanego zabytku drewnianej architektury w stylu nadświdrzańskim – Sanatorium Gurewicza. Do Świdra – na plaże nad rzeką Świder (po klimat sielankowego dzieciństwa). W Międzylesiu wchodzimy w Mazowiecki Park Krajobrazowy.

W Falenicy koncentruje się życie towarzyskie Linii – jest najlepszy bazar w Warszawie (najlepiej przyjechać w sobotę rano); kino na kolejowej stacji, w którym filmy ogląda się przy stolikach, przy winku czy kawie; kultowa cukiernia Kozak i najlepsze ścieżki biegowe, które prowadzą przez pagórki wydm.

Najpiękniejszy jest Józefów. Tu zachował się klimat zamożnego przedwojennego letniska. Można dojść przez las na rozległe plaże nad Wisłą, do rezerwatu Wyspy Zawadowskie. Dużo też tutaj zachowanych „drewniaków”.

Ale jeden z najlepiej odrestaurowanych znajduje się w Radości. Więc wrócimy jeszcze do Józefowa, ale dziś wysiadamy na stacji PKP Warszawa Radość (tak, to wciąż Warszawa, pierwsza strefa biletowa, dlatego pociągami SKM i Kolei Mazowieckich jedziemy na kartę miejską).

Letnisko Bajka znajduje się niedaleko kolejowego przystanku. Idąc w kierunku ulicy Bajkowej mijamy kilka „świdermajerów” i murowanych przedwojennych domów, które swoją nowoczesną linią przypominają wille Saskiej Kępy.  

Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości

Wita nas gospodyni – Monika Tyszkiewicz. Jest lekarką weterynarii, od 17 lat mieszka w Radości. Zawsze chciała mieć drewniany dom, ale większość z nich należała do miasta i nie była na sprzedaż. Zbudowała więc z mężem nowy, po drugiej stronie torów, w którym mieszka do dziś.

Cztery lata temu szarą, zimową porą mąż przejeżdżał na rowerze ulicą Bajkową i nagle go olśniło – zobaczył nieznaną mu wcześniej, całkowicie latem zarośniętą bryłę drewnianego domu. Pistacjową bombonierkę. Niedawno zmarł 97-letni właściciel, który swojego pięknego ogrodu nie był już w stanie pielęgnować.

Dom wybudował w latach 30. XX wieku Henryk Kowalski, który studiował w Petersburgu. Być może stąd te rosyjskie wpływy, widoczne w tej architekturze. Kowalski był w randze ministra telekomunikacji i miał służbowe mieszkanie na placu Napoleona w Warszawie. Żona Janina Kowalska była biolożką, mieli dwie córki. I bardzo chcieli mieć dom w tym popularnym letnisku. Henryk zbudował bardzo nowoczesny drewniak, który mógł służyć im przez cały rok i – jak się później okazało – bardzo dobrze się starzał. Normalnie świdermajery między belkami miały kolki (igły) i wapno. Tutaj inżynier Kowalski zastosował czterdziestocentymetrową warstwę torfu z okolic Otwocka, który do dziś jest cenionym materiałem izolacyjnym.

Cała parcela miała ponad 5 tysięcy metrów, więc gospodarze mieli tu i piękny ogród i kawał lasu. Ich córki były harcerkami, w Warszawie zastało je Powstanie, w którym obie zginęły (historię powstańczą Irki Kowalskiej-Wuttke znajdziemy w książce „Zośka i Parasol” Aleksandra Kamińskiego; stała się ikoną powstańczej Warszawy).

Po wojnie do Willi Bajka dosiedlono rodzinę, która straciła swój dwór w Wildze. Mieszkali więc razem Kowalscy i Mossakowscy – profesorowie historii sztuki. Po śmierci męża, w latach 50., pani Janina Kowalska przeprowadziła się do drewnianego domku ogrodnika. W Bajce mieszkała też przez jakiś czas krewna – Zofia Fijałkowska – plastyczka, ilustratorka książek dla dzieci i podręczników. Jej prace zdobią dziś ściany Letniska. Ojciec państwa Mossakowskich w dosyć surowych warunkach dożywał tutaj 90-tki. Był emerytowanym wojskowym, znaną postacią w Radości. Niemal do końca jeździł po okolicy na rowerze z przyczepką i wszystkich sąsiadów ustawiał do pionu, kazał porządkować ogrody.

Willa Bajka przetrwała w bardzo dobrym stanie. Remont trwał sześć miesięcy. Monika trafiła na bardzo mądrego architekta, który zrobił to z wielkim wyczuciem i poszanowaniem tej architektury, zachowując układ pomieszczeń i wszelkie możliwe detale, włącznie z okuciami okien i włącznikami światła z lat 30.

Ogród założony przez pierwszą właścicielkę jest obłędny, bardzo czujnie skomponowany z sosnami i leśnym otoczeniem. Zachwyca wielka weranda, drewniana klatka schodowa i obszerne poddasze. Monika stworzyła tu minimalistyczną, acz przytulną przestrzeń, którą można wynająć na warsztaty, spotkania firmowe, urodziny, wieczory panieńskie, zajęcia jogi. Bajka! W Warszawie nie ma takich miejsc.

Letnisko Bajka, ul. Wielostronna 12, rezerwacje pod numerem: 601 363 766

Letnisko Bajka w Radości
Przedwojenny plan Gminy Letnisko Falenica
Letnisko Bajka w Radości
Monika Tyszkiewicz, gospodyni Letniska Bajka
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości
Córki pierwszych właścicieli zginęły w Powstaniu Warszawskim
Letnisko Bajka w Radości
Letnisko Bajka w Radości


|

Trzy Kruki na placu Hallera

Trzy Kruki na placu Hallera
Przejdź do

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale trzy kruki zwiastują wiosnę na praskim placu.

Trójka to szczęśliwa liczba Bernadetty i Michała, a kruki to jedne z ich ulubionych ptaków. Wkrótce wielkie zdjęcia kruków zawisną na ścianach kawiarni. Nie zagracili jej, bo zachwyciło ich piękno tej surowej architektury lat 50. Podobnie jak w niedawno otwartym Drożdżu na Muranowie wnętrze jest nie za duże, za to bardzo wysokie, z dużymi oknami i odkrytą podczas remontu oryginalną fasetą (barwnym, płaskorzeźbionym fryzem).

Stanął tu drewniany ukośny bar projektu gospodarzy, który nadaje charakter całemu wnętrzu. Serwują głównie kawę i słodkie wypieki. Wszystko najlepszej jakości (m.in. z cukierni Miss Mellow, palarni Good Coffee, Rezerwatu Jabłek). Są pasjonatami, stawiają sobie wysoko poprzeczkę, ale jednocześnie bardzo lubią działać w rytmie slow – spotykać się z producentami, cukiernikami, mieć czas na rozmowę i budowanie serdecznych relacji. I to wszystko procentuje, przekładając się na klimat panujący w Trzech Krukach.

Mimo trudnych początków (sąsiedzi próbowali ich zniechęcić, wytykając, że nie są z Pragi, wróżąc rychłą klapę), mają już wiernych klientów, którzy wpadają z dziećmi, psami, rano po szybką kawę i kanapkę na wynos albo w ciągu dnia, żeby tu popracować.

Trzymamy mocno kciuki za Trzy Kruki, bo plac Hallera to wybitne miejsce, które jakoś nie ma szczęścia do rewitalizacji. Troszkę go odnowiono, wstawiając ławki, siłownię, plac zabaw dla dzieci. Brzydkie, ale są i świetnie działają. Wokół mieszka sporo seniorów, którzy chętnie spędzają czas na placu, dzieciaki też lubią się tu bawić wspinając na drzewa, jeżdżąc na rowerach. Gdy w ramach budżetu obywatelskiego stanęła na placu Tężnia, to już w ogóle sanatoryjny klimat udzielił się wszystkim.

Plac Hallera ma już świetny projekt architektoniczny, który powstał w ramach miejskiego programu Centra Lokalne. Wystarczy go zrealizować! Zmienić zasady parkowania na placu, dodać więcej zieleni, podzielić lokale na mniejsze, żeby najemców stać było na prowadzenie tu ciekawych knajpek czy sklepów. Już warto tu zaglądać na pizzę do lokalu Plac Hallera czy na obiad do baru Kuchnia za Ścianą. Oby tych pretekstów było jak najwięcej.

Trzy Kruki, pl. Hallera 8

Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki
Trzy Kruki