|

SOTE biżuteria

SOTE biżuteria
Przejdź do

Właśnie otworzyli swój pierwszy własny butik przy ul. Mokotowskiej - między Anią Kuczyńską i Mo61.

Odkąd usłyszeliśmy, że ich pierścionki można zobaczyć na co drugiej dobrze ubranej dziewczynie, złapaliśmy się na tym, że zaczynamy śledzić to zjawisko. Rzeczywiście, coś w tym jest. Moda? Być może. Warszawa zachłystuje się nowościami. Ale SOTE proponuje taki typ biżuterii, która ma szanse zostać z nami na lata i która się nam nie znudzi.

Pierwsze skojarzenie – minimalizm. Elena i Janek Lewczukowie, twórcy marki SOTE, nie chcą trzymać się tego jednego terminu. „Elle” użyło określenia „surrealizm”. To też nie do końca to. Może „zabawa minimalizmem”?

Elena i Janek mają skłonność do prostoty i elegancji. Takie są ich wnętrza, styl ubierania. Dlatego szukając pomysłu na własną biżuteryjną markę raczej redukowali niż dodawali. Wypracowali ramy, których się trzymają: tylko dwie grubości obrączek, dwie szerokości oczek pierścionków, te same zaokrąglenia w kolczykach. Ich biżuteria jest leciutka i delikatna.

SOTE
butik Sote przy Mokotowskiej
Elena i Janek Lewczukowie

Ale tu kończy się kanon i zaczyna zabawa. Na obrączce pojawiają się przesuwające się kuleczki, a z pierścionka wyrasta zupełnie nieuzasadniony „ogonek”. Do wisiorka sami możemy dobrać zawieszki i rozmieścić je w dowolnych odstępach. Broszki i piny w różnych konfiguracjach za każdym razem budują na ubraniach inne opowieści. Kolczyki też aż się proszą, żeby je dowolnie zestawiać.

No i kamienie! To jest w świecie SOTE zupełnie osobny kosmos. Janek może o nich mówić godzinami. Tak zresztą zaczarował wiele klientek na targach dizajnu – opowiadając o tym, skąd pochodzą poszczególne minerały, pokazując, jak zmieniają się kolory w różnym świetle.

To wszystko, plus dbałość o środowisko, składa się na styl SOTE – delikatna obrączka ze srebra, różowego albo żółtego złota, do tego starannie dobrany kamień o wyjątkowej barwie, perfekcyjne wykończenie. Trudno się dziwić, że ich pierścionki są tak chętnie wybierane na najważniejsze okazje: zaręczyny, urodziny, rocznice.

SOTE swoją pracownię ma w samym sercu Warszawy, na Szpitalnej. Ale właśnie Elena i Janek poszli dalej – otworzyli swój pierwszy własny butik przy ul. Mokotowskiej – między Anią Kuczyńską i Mo61. Jest tu dobra energia, może to sprawka tych kamieni!?

SOTE, ul. Mokotowska 61; biżuterię SOTE można również kupić m.in. na Mysiej 3 i na www.sotejewellery.com

butik Sote przy Mokotowskiej
SOTE
SOTE
SOTE
butik Sote przy Mokotowskiej
butik Sote przy Mokotowskiej
SOTE
butik Sote przy Mokotowskiej
SOTE
SOTE
SOTE


|

Rano biegniemy po chleb

Rano biegniemy po chleb
Przejdź do

Młoda ekipa ze Stalowej wypieka dziś jeden z najlepszych chlebów w mieście. Uruchomili też kawiarnię.

Piękną mamy jesień w Warszawie, a ulica Stalowa na Pradze zaprasza nas w trochę inną czasoprzestrzeń bruku, kamienic, cegły i pięknych, jeszcze nieodnowionych witryn. I to właśnie tu mieści się jedna z najpopularniejszych piekarni rzemieślniczych w Warszawie – Rano.

– Czy lokalizacja jest przypadkiem? – pytamy gospodarzy Weronikę Nogańską i Mateusza Karkoszkę.
– Mieszkaliśmy na Targowej i po prostu zakochaliśmy się w Stalowej. Rok temu po Wielkanocy zobaczyliśmy ogłoszenie o lokalu. Byłam pierwszą osobą, która zadzwoniła pod podany numer i go dostaliśmy! – wspomina Weronika.

Weronika i Mateusz, odkąd pamiętają, związani są z gastronomią. Ona szczególną pasję odkryła właśnie w wypiekach, ostatnie szlify zdobywała pracując w Lokal Bakery w Katowicach. – Na co dzień znajdziecie u nas trzy rodzaje chleba: pszenny klasyk, pszenny z owsem, żytni z siemieniem i ze słonecznikiem, a w weekendy żyto sto procent. Wypiekamy z mąki od Babalskich i z Ciechanowca, ale wspieramy się też Polskim Młynem, bo nie ukrywamy, że musimy po prostu mąkę dostawać na czas, a nie zawsze się to udaje – przyznaje Weronika. 

W zeszłym tygodniu do produkcji chleba doszła również kawa na miejscu. Cały remont tej przestrzeni wykonał Mateusz z pomocą taty Weroniki. Efekt jest świetny – prosty i przytulny. – To co uwielbiamy w tej pracy, to kontakt z ludźmi. Mamy już swoich stałych klientów – mówi Mateusz. I rzeczywiście, jest tu duży ruch, dlatego warto przychodzić jak najwcześniej rano (piekarnia czynna jest od godz. 8).

W części kawiarnianej możemy na razie zjeść babkę czekoladową na zakwasie, bostocki, brioszki w cukrze i miejmy nadzieję chausson aux pommes, której testy właśnie teraz trwają. Z czasem mają być też kanapki i jajka w różnych wariantach. Kto pamięta kuchnię Mateusza Karkoszki z Kieliszków na Próżnej ten wie, że będzie to coś prostego i świetnego. Krótko mówiąc – nie możemy się już doczekać! 

Rano – Piekarnia Rzemieślnicza – ul. Stalowa 47, wt.-pt. 8-15, sob. 8-13.

PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
Mateusz Karkoszka
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
Weronika Nogańska
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
Weronika Nogańska i Mateusz Karkoszka, gospodarze piekarni Rano
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO
PIEKARNIA RANO


|

Warsaw Home – więcej niż targi. To Warsaw Design Week

Warsaw Home – więcej niż targi. To Warsaw Design Week
Przejdź do

W pierwszy tydzień października dizajnem będzie żyła cała Warszawa.

UWAGA KONKURS! MAMY DLA WAS 20 POJEDYNCZYCH WEJŚCIÓWEK NA TARGI W DNIACH 4-6.10. ZDOBĘDZIE JE 20 PIERWSZYCH OSÓB, KTÓRE WYŚLĄ MAIL NA ADRES agnieszka@warszawawarsaw.com

To największe targi wyposażenia wnętrz w Europie Środkowo-Wschodniej. W ubiegłym roku hale w Nadarzynie odwiedziło prawie 70 tys. widzów. Nie tylko ludzi z branży meblarskiej i deweloperskiej, ale po prostu rzesze warszawiaków. Jest to bowiem unikalna okazja, żeby zobaczyć w jednym miejscu, co nowego proponują zarówno wielcy producenci, tacy jak Vitra, Kartell, Ikea, Swarzędz czy Paged, jak i małe polskie firmy rodzinne. Obejrzeć oferty wyposażenia łazienek, sypialni, domy od Simple House, kieliszki z Krosna i kafelki z Paradyża. Prześledzić najnowsze realizacje młodych polskich projektantów. Słowem – to raj dla tych, którzy interesują się architekturą wnętrz.

W tym roku i my będziemy mieć tu swoją przestrzeń, w której urządzimy dla Was warszawską kawiarenkę. Kupicie tu nasze przewodniki, odsapniecie i napijecie się świetnej kawy od CoPhi. Szukajcie nas w Hali E.

Warsaw Home to impreza, która prężnie się rozwija. Jej pomysłodawczyni Kasia Ptak chciałaby, by podobnie jak podczas targów w Mediolanie, dizajnem żyło całe miasto. Dlatego w tym roku startuje Warsaw Design Week, który obejmuje pod swoimi skrzydłami wszystkie imprezy związane z dizajnem, sztuką, kulturą, które odbywają się w Warszawie od 1 do 6 października. Ukazał się z tej okazji bezpłatny przewodnik po Warszawie i imprezach Warsaw Design Week. Zobaczcie go tutaj…

Widzimy się w sobotę i niedzielę, 5 i 6 października, w halach Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie (Al. Katowicka 62, bezpłatne autobusy kursować będą z Dworca Centralnego), szczegóły na www.warsawhome.eu

UWAGA KONKURS! MAMY DLA WAS 20 POJEDYNCZYCH WEJŚCIÓWEK NA TARGI W DNIACH 4-6.10. ZDOBĘDZIE JE 20 PIERWSZYCH OSÓB, KTÓRE WYŚLĄ MAIL NA ADRES agnieszka@warszawawarsaw.com



|

Małgosia Minta smakuje Warszawę

Małgosia Minta smakuje Warszawę
Przejdź do

Coraz częściej wyjeżdża za granicę lub na polską wieś. Czy Warszawa jej jeszcze smakuje?

Ciągle jesteś w podróży. Warszawa cię jeszcze kręci?

Oczywiście, jestem warszawską patriotką. Gdyby lokalnie nie działo się tak ciekawie, tak dynamicznie, to pewnie nie robiłabym tego, co robię. Właśnie rozmawiałam ze znajomym z Tel-Awiwu, który przyjeżdża do Warszawy kilka razy w roku, tylko żeby jeść. Więc coś jest na rzeczy. W warszawskiej gastronomii jest duża, stymulująca konkurencja. Warszawiacy też są wymagający, bo dużo podróżują, śledzą trendy. Chcą, żeby było i ładnie, i smacznie.

Pewnie często zdarza ci się oprowadzać po Warszawie takie Małgosie Minty z zagranicy. Co pokazujesz u nas dziennikarzom z innych krajów?

Często robię to dla miasta. Na pewno chcę pokazać tę bazę, czyli surowiec, składnik. Dlatego zawsze jest Hala Mirowska – najbardziej demokratyczne targowisko w mieście, bo masz tam starsze panie, ekomatki, przedstawicieli wszystkich mniejszości etnicznych, ekspatów. Potem jedziemy do Fortecy, żeby poznali nową falę polskich producentów. Jeśli jest ładna pogoda, to jedziemy do Majlertów, bo to też jest fajna historia. 

Sama lubisz zaczynać poznawanie miasta od bazaru?

Tak, chociaż na przykład w Kopenhadze nie ma bazarów.

Jak to? To jak oni żyją?

Wszystko mają w sklepach. Ale brakuje jednak takiego bezpośredniego kontaktu z producentem.

SAM, fot. Małgosia Minta
Na szczęście nie jestem krytykiem kulinarnym i nie muszę bywać w lokalach, które nie koniecznie chciałabym odwiedzać.

Śniadania?

Tak, bo w przeciwieństwie do na przykład krajów południa Europy, mamy bardzo rozbudowaną kulturę śniadań. Zabieram ich tam, gdzie jest biały ser. Bo to jest rzecz, której oni nie znają. Idziemy do SAM-u, bo tam jest twarożek, jajka po wiedeńsku, tosty z pieczonej przez nich chałki, szakszuka.

Zawsze staram się też pokazać warszawskie fenomeny, czyli to, co zadziało się w ciągu ostatnich pięciu lat. Na przykład cała kultura kawowa. Idziemy więc do Storu albo do Forum. Staram się też pokazać piekarnie, więc jedziemy na Stalową do Rano albo szybka rozmowa z Całą w Mące w Fortecy.

Jeśli kuchnia, to polska, nowa, oparta na składnikach od producentów z okolic Warszawy. Dlatego często lądujemy w AleWino. Albo idziemy do Superlardo, bo bardzo mi zależy, żeby pokazać, co robi tam szef kuchni Paweł Fabiś. Że mielą też dla siebie mąkę z ekozbóż i pieką z tego obłędnie pyszne chleby, robią sami wędliny. Inne adresy to Kieliszki na Hożej, hotel Warszawa.

Piękny budynek.

Tak, ale też niezwykły szef kuchni Darek Barański. Jeden z najbardziej pracowitych, utalentowanych szefów kuchni, jakich spotkałam. Skromny, dziennikarzy od razu wysyła do pięciu innych miejsc. Cecha niezwykła. Idziemy do Bibendy, do MOD-u. Ostatnio zabrałam tam szwedzką dziennikarkę, która nie mogła uwierzyć w to miejsce: singapurczyk w kuchni, rano pączki, potem neo bistro, 18-latki, które piją na randce naturalne wina z Austrii, do tego świetna kawa. Usłyszałam, że jest to bardziej hipsterskie miejsce niż jakiekolwiek w Sztokholmie.

Staram się też, żeby mogli poznać ludzi. Sama to lubię najbardziej. Ze mną są też niestety skazani na polskie wina, piwa i cydry.

Bardzo narzekają?

Nie. Pięć lat temu to może było jedno dobre polskie wino, ale teraz bardzo się to zmieniło. Nadal są stosunkowo drogie, ale ich jakość z roku na rok jest coraz wyższa: winnica Wieliczka. Dom Bliskowice, Winnica Wzgórz Trzebnickich, Moderna.

Staram się niczego nie ukrywać, ale raczej kłaść akcent na to, co jest dobre. Jak chcą baru mlecznego, to nie zabieram ich do Prasowego, tylko odważnie do baru Sady, gdzie pachnie mlekiem. Tam zabrałam brytyjską dziennikarkę, która jest moim guru, jeśli chodzi o krytykę kulinarną – Marinę O’Loughlin.  Mistrzowsko, ale delikatnie wbija szpileczki w swoich felietonach w „Sunday Times’ie”. Gdyby zjechała moją restaurację, to zanim zamknęłabym biznes, umarłabym ze śmiechu.

I ona przyjeżdża do Warszawy.

Miałam tremę, ale super to wyszło. Była bardzo dzielna, dużo zjadłyśmy i zrobiłyśmy po mieście kilometry. Na finał zjadła domowy obiad w AleWino, z leniwymi ze smażonymi śliwkami i karmelem na deser. Powstał kilkustronnicowy materiał w „BBC Good Food”, największego magazynu o jedzeniu na Wyspach. Pochlebny.

Co szczególnie jej się spodobało?

Chyba sama Warszawa. Nie ukrywała, że jest to dość chaotyczne architektonicznie miasto. Pisała, że trzeba mieć za przewodnika insidera, bo inaczej to się trafi na Starówkę. Ale tak chyba jest wszędzie.

Małgosia Minta
Małgosia Minta

Ty sama chodzisz po Warszawie utartymi ścieżkami, od znajomych do znajomych?

Na szczęście nie jestem krytykiem kulinarnym i nie muszę bywać w lokalach, które nie koniecznie chciałabym odwiedzać.

W których miejscach ty chętnie jesz, pracujesz, spędzasz czas?

W kawiarni Relaks, bo mam blisko. Teraz jeszcze bliżej mam do Dobroczynnej – kawiarni, która dochód przeznacza na fundację Charytatywni, wspierającą edukację dzieciaków. Stor na Tamce, bo mają świetną kawę i serniki od Fatimy El Dessouki, która jest ich mistrzynią. A ja lubię ciasta. Wpadam również na sernik nowojorski do Miss Mellow. Lubię Forum, bo mają genialną kawę i niebanalne śniadania. Gra dobra muzyka – a to rzadkość w Warszawie, dobrze się tu pracuje i jest blisko na bazarek pod Mirowską. Na jedzenie: Bibenda, AleWino, bo nigdy mnie jakoś poważniej nie rozczarowali. Na biznesowe wyjście wybieram Kieliszki na Hożej, bo jest tam pysznie, pomysłowo i bardzo ładnie. A na wieczornego drinka Cosmo. Wczoraj piłam tam tak pyszny koktajl z morelą, że miałam ochotę się w nim kąpać!

Piekarnia Rano – to dowodzi jednak tego, że jestem nienormalna. Mieszkam na Górnym Mokotowie, nie mam samochodu, a jednak do nich jeżdżę. Niedługo otworzą u siebie na Stalowej kawiarnię ze śniadaniem – czekam!

A czego ci brakuje w Warszawie?

Wine barów. Bezpretensjonalnych, prostych, z dobrymi, naturalnymi winami, np. z Moraw, Austrii – takimi, które są nam bliskie i smakiem i geograficznie. Suszę o to głowę importerom win, restauratorom. Może posłuchają Namiastką takiego miejsca jest dla mnie Monsieur Leon. W tym mikrolokalu Luca Magnona spędziłam chyba najwięcej letnich wieczorów.

Piekarnia Rano, fot. Małgosia Minta
Piekarnia Rano, fot. Małgosia Minta
Kieliszki na Hożej, fot. Małgosia Minta


|

Praska ma klimat

Praska ma klimat
Przejdź do

Na czym on polega? Ludzie, wnętrze, bezmięsne menu, winyle, ogród na Bazarze Różyckiego.

Brzescy po prostu musieli wylądować na Brzeskiej! Katarzynie i Jackowi udało się tu stworzyć jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w Warszawie – Praską.

Życie na Kabatach zaczęło im doskwierać, nie czuli więzi sąsiedzkiej, brakowało im życia towarzyskiego. Katarzyna prowadzi rodzinną firmę budowlaną na Pradze, zna te okolice. Postanowili za nowym mieszkaniem rozejrzeć się właśnie tutaj. Na Brzeskiej też szukali, ale są psiarzami – musiało być bardziej zielono. Wybrali zaprojektowane przez Syrkusów osiedle Praga I. Jak przekonali się na własnej skórze – dobrze zaprojektowane. Kolejnym krokiem było znalezienie własnego osiedlowego baru. I tak trafili do Miśka – Michała Wieczorka, który prowadził swojski lokalik Wileńska 3. Niestety, jak to często bywa na Pradze, zagrożenie budowlane wymusiło zamknięcie baru. Śmieją się, że nie było wyjścia, trzeba było razem z Miśkiem otworzyć nowy.

Znaleźli świetny lokal. To znaczy dziś widzimy, jak jest świetny. Zabytkowe budynki przy Brzeskiej, na terenie Bazaru Różyckiego, popadały w ruinę. Doprowadzenie ich do porządku wymagało sporego wysiłku. W tworzeniu wyjątkowego wystroju wnętrz wsparła ich sąsiadka z Brzeskiej – scenografka, artystka Monika Rakowska. Pierwsze zimowe miesiące były trudne, ale gdy tylko zrobiło się cieplej, Praska „zaskoczyła”. Zaczęli tu bywać turyści (lokal sąsiaduje z uwielbianym przez przyjezdnych barem Pyzy Flaki Gorące i lodziarnią Pallone), bywalcy Otwartej Ząbkowskiej, lokalsi. I koneserzy wegetariańskiej kuchni, bo w Praskiej codziennie można zjeść inne, proste, polskie dania (jest nawet bezmięsna kaczka i schabowy).

Hitem okazał się ogródek na terenie bazaru Różyckiego. I ogród zaaranżowany i pielęgnowany tu przez Monikę. Detale wnętrza można studiować godzinami. Nas urzekły piątkowe imprezy, podczas których puszczamy muzykę z przyniesionych z domu winyli. Nie żadne Youtube party, tylko winylowe granie. W dodatku jak przyniesiesz własną płytę, masz piwo za darmo. Trudno opisać klimat tego miejsca, trzeba go poczuć. To nie tylko wnętrza i ogród, to przede wszystkim ludzie.

Praska, ul. Brzeska 23

Praska
Praska
Praska
Praska
Praska
Praska
Praska
Praska
Sąsiadujący z Praską serwis rowerowy
Praska
Praska
Praska
Praska
Social media Praskiej
Praska


|   |

Praga

Praga

Bardziej tu offowo i klimatycznie. Pragę kochają zarówno turyści, jak i warszawiacy.

Na drugi brzeg Wisły, na Pragę, trzeba udać się koniecznie. Dla klimatu starej Warszawy, który tu się zachował. Dla charakternych rdzennych mieszkańców i dla młodych, którzy zmieniają wizerunek zaniedbanej przez lata dzielnicy. Wysiądźcie więc z metra na przystanku Dworzec Wileński i zobaczcie tę zmianę. Powłóczcie się po prostu po ulicach, podwórkach z kapliczkami, warsztatach rzemieślniczych, fabrykach i lokalnych barach. Oto kilka naszych podpowiedzi.