Search for content, post, videos

Gang Śródmieście wraca na ulice [ROZMOWA]

Gang Śródmieście

Spotykam Gang Śródmieście na Krakowskim Przedmieściu. Cieszy mnie to nie tylko dlatego, że słowa „śródmieście” i „przedmieście” się rymują. Raz, że czułabym niespójność, gdybyśmy umówiły się w innej dzielnicy, ale przede wszystkim Gang Śródmieście to zespół, który był dla mnie najjaśniejszym punktem tegorocznej edycji festiwalu Spring Break. Karolina Czarnecka, Magda Dubrowska i Nela Gzowska zajęły się tematem niełatwym, ale ich pomysł na ujęcie go jest, zwłaszcza w wersji koncertowej, poruszający, wciągający i bezpretensjonalny.

Czy nazwałyście się „gang”, bo macie na horyzoncie przeciwnika?
Magda: – Nie jest tak, że konkretne osoby są naszymi przeciwnikami. Jest nim natomiast kultura patriarchalna, czyli zespół norm, zasad i wartości, które powodują, że kobieta jest traktowana gorzej.

Karolina: – Wojna przeciwko jakiemuś „wrogowi” oznacza agresję. Chciałabym, żeby możliwa była zmiana schematów myślenia drogą pokojową. Niestety nagromadziło się dużo złości i jej uwalnianie jest dobre i nieuniknione. Walka piosenką nie jest tak spektakularna jak walka mieczem na barykadach. Można podejść do tego w sposób karnawałowy. Jak w piosence „Discopolka”, która jest zabawowa i wesoła.

Nela: – „Gang” w naszym przypadku oznacza też siostrzeństwo. Robimy coś i jesteśmy w tym razem. Mężczyźni nie są celem, który chcemy atakować, muszą natomiast wychodzić przy nas poza swoją strefę komfortu.

Jako gang jesteście, rozumiem, strukturą hierarchiczną i nastawioną na zysk?
K: – Łupy dzielimy po równo, złoto biorę ja, srebro Nela, a diamenty Dziara. A prawda jest taka, że od początku miałam wielką potrzebę, żeby w Gangu panowała równość. Liderką jest każda z nas. Razem piszemy muzykę i teksty, a dzielenie obowiązków przychodzi naturalnie. Początkowo byłam zirytowana, bo zaczęły pojawiać się nagłówki, że Gang Śródmieście to „nowy zespół feministyczny Hery Koki Hasz”.

N: – To na szczęście szybko umarło śmiercią naturalną.

K: – Lubię, kiedy śpiewamy we trzy, kiedy wymieniamy się na scenie instrumentami, bo to generuje energię i podkreśla, że liderkami jesteśmy wszystkie.

Czy historia bohaterki jednej z waszych piosenek, Saszki, jest prawdziwa?
M: – To moja przyjaciółka. Wiedziałam, że poddała się operacji, bo przez całe życie bardzo przeżywała rozmiar swojego biustu. Zapytałam, czy nie chciałaby anonimowo opowiedzieć swojej historii do piosenki. Na tej podstawie powstał tekst. Wydaje mi się, że powiedzenie tego pomogło jej oswoić się z tym co się stało, a przede wszystkim pomogło jej nauczyć się, jak o tym mówić.

N: – Teraz już nie jest anonimowa, mówi otwarcie, że ta piosenka jest o niej.

M: – Myślałyśmy, że kiedy ogłosimy, że czekamy na historie, to kobiety będą do nas wysyłały masę listów, a dostałyśmy tylko kilka.

K: – Dopełniłyśmy to swoimi historiami, ale rzeczywiście na początku zakładałyśmy, że kobiety będą chciały wykorzystać tę możliwość oczyszczenia się przez piosenkę. Proszę, otwieramy skrzynkę mailową i zapraszamy, będziemy robić grupowe harakiri. Ale im dłużej działamy, tym silniejsze mam wrażenie, że spisanie swojej historii i wysłanie jej w nieznane mailem jest trudne. Skąd kobiety mają mieć do nas zaufanie? A może to żart, wygłup, a one wyjdą na idiotki? Musimy udowodnić, że to nie żart, ironia, tylko, że naprawdę chcemy słuchać.

M: – Od czasu do czasu przychodzą maile, w których kobiety sugerują żebyśmy na następnej płycie zajęły się takim a takim problemem. Dostałyśmy też maila, w którym dziewczyna opowiada, jak została zraniona przez kilka swoich przyjaciółek i widać, jak wielką ma potrzebę, żeby to z siebie wyrzucić, ubrać w słowa.

K: – Ja poczułam, nawet po tych paru mailach, olbrzymią odpowiedzialność. Co, jeśli faktycznie kobiety będą do nas pisały? Co, jeśli przyjdą tony mega osobistych, ciężkich historii?

A wy ich wszystkich nie wykorzystacie i autorki będą miały żal?
K: Tak, to też! Ale nawet sam fakt, że ty się musisz w te historie zagłębić, to jest praca wręcz terapeutyczna! Chodziło nam o dialog, proces wymiany, stworzenie płaszczyzny, na której będą poruszane tematy ważne dla kobiet.

Abstrahując od misji – chętniej posługujecie się przykładami od innych czy tym co się przytrafiło wam?
N: – Tuż po wypuszczeniu w sieć naszej pierwszej piosenki odezwały się do nas dziewczyny z inicjatywy Girls To The Front, żebyśmy zagrały w dawnej Eufemii. Miałyśmy więc zabukowany koncert i jeden utwór. Nie było wyjścia, trzeba było przysiąść. Urządziłyśmy taki wieczorek, że każda pisze swój tekst. Dziara pisała „Gary”, ja „Lakierki”, a Karo „Przesilenie”.

Wspólne pisanie to lepsza forma niż gdyby każda z was wysłała swoją historię na zespołową skrzynkę?
M: To było więcej niż tylko siedzenie i pisanie każda w swoim kąciku, bo rozmawiałyśmy o tym, wymieniałyśmy się doświadczeniami. „Gary” to wdzięczny temat, bo można sobie ponarzekać na niełatwą sytuację kobiet w świecie muzycznym. Przy „Lakierkach” wyszło, że każda z nas ma takie doświadczenie – traumę z dzieciństwa, że trzeba chodzić w lakierkach i plisowankach na uroczystości.

K: – A przy „Przesileniu” zdałam sobie sprawę, że to nie jest piosenka stricte feministyczna, to jest o człowieku. I podoba mi się to, bo jeśli ludzie chcą nas zaklasyfikować jako walczące z mężczyznami, to taka piosenka mówi – a właśnie nie! Pewne rzeczy są uniwersalne.

Po projekcji filmu „Współczesny mężczyzna” na festiwalu Docs Against Gravity pewien znany psycholog opowiadał historię o tym, jak z innymi kolegami psychologami postanowili stworzyć listę cech, które chcieliby, żeby we współczesnym świecie mieli ich synowie. Potem zadali sobie pytanie, jak wyglądałaby ta lista, gdyby mieli córki. Okazało się, że nie różniłaby się niczym. Czy wy, mówiąc o rzeczach oczywiście istotnych, robicie coś, żeby nie pogłębiać podziałów i uproszczeń?
K: – Definicja współczesnego feminizmu jest bardzo trudna. Można mówić o tym, że jest źle, ale jednocześnie trzeba wychodzić poza tę narrację, żeby nie pogłębiać podziałów. To jest trudny orzech do zgryzienia. Trochę też brakuje języka, nie wiadomo, jak mówić, żeby nie wpędzić się w bycie ofiarą i nie budować poczucia wyższości.

M: Trzeba też pamiętać o tym, że kultura patriarchalna zniewala również mężczyzn, im też narzuca tradycyjne role, które nijak się mają do współczesnych czasów.

Przeczytałam, że marzy wam się granie w małych miasteczkach i na ulicach.
K: Nam się nie marzy, my chcemy to zrobić.

Z potrzeby edukowania czy konfrontowania?
M: – Z ciekawości, jak to zostanie przyjęte przez ludzi, którzy nas nie znają. To jest najsurowszy krytyk – ulica – i też najciekawszy.

To zabrzmiało gangstersko.
N: Krótko mówiąc Gang wraca na ulice.

To też może być dobra okazja do zbierania historii!
K: – Prawda! My w ogóle lubimy rozmawiać z dziewczynami po koncertach. Kiedyś, kiedy schodziłam ze sceny, chciałam się ukryć, zabarykadować. Teraz zostajemy z publicznością, gadamy, podpisujemy płyty, nie chowamy się. To, co dzieje się po koncercie, to też jest nasza praca. Gramy w otwarte karty.

Rozmawiała: Misia Furtak
Zdjęcia: Aga Murak/materiały zespołu
Styl: Hanka Podraza

Gang Śródmieście

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *