Search for content, post, videos
Magdalena Łapińska-Rozenbaum

Warszawiacy: Magdalena Łapińska-Rozenbaum

Najbardziej znany jej projekt to seria ceramicznych budynków z kanonu warszawskiej architektury modernistycznej. Magdalena Łapińska-Rozenbaum studiowała wzornictwo przemysłowe, ale poszła bardziej w stronę projektowania graficznego. Tworzy plakaty, identyfikacje wizualne, projekty stricte artystyczne (www.lapinska.com). Takie są prace pokazywane właśnie na wystawie „Faces and other places” w kawiarni Między Nami. 6 grudnia pojawi się tam jeszcze wielkoformatowa tapeta jej autorstwa. W naszej rozmowie przenosimy się do słonecznego Singapuru, w którym Magda spędziła rok życia.

Przepraszam, ale w te deszczowe jesienne dni to jest to, co mnie interesuje – Singapur. Przypomnij, dlaczego tam wyjechałaś i kiedy?
– Mój mąż dostał się tam na studia MBA, wyjechaliśmy w styczniu 2016 roku. Dużo też tam podróżowaliśmy: do Tajlandii, Wietnamu, Laosu, na Bali. Pierwszy raz byłam w Azji i od razu tak intensywnie.

Co byś stamtąd przeniosła do Warszawy, a czego ci tam najbardziej brakowało?
– Przeniosłabym zieleń, która jest w mieście i nie traci na soczystości w ciągu roku. Jest dużo niesamowitych roślin i pięknych parków. Oczywiście słońce i ciepłe wieczory –  temperatura w ciągu roku jest tam cały czas taka sama.

Bardzo podobało mi się, jak jest tam czysto i bezpiecznie. Nigdy nie widziałam nikogo pijanego, nie ma w ogóle przestępczości. Był jeden przypadek podczas mojego pobytu – kradzież w sklepie spożywczym. Natychmiast wywiesili informację, że złodziej grasuje po okolicy, ale już go złapano.

A czego ci brakowało?
– Ciekawych zleceń, bo jest tam mało pracy dla projektantów graficznych z zewnątrz. A polscy klienci, wiedząc, że jestem daleko, nie zgłaszali się do mnie już tak często. Musiałam się zmierzyć z tym, kim ja jestem tak naprawdę. Bez tego wszystkiego, co mnie określa w Warszawie. Bez pracy, która tak silnie nas definiuje.

Brakowało mi tam tego europejskiego flow.

Czyli czego?
– Trudno to precyzyjnie określić – czegoś bardziej żywego. Tam wszystko jest zaplanowane, pod kontrolą, racjonalne, logiczne, wymyślone od A do Z. Nie ma miejsca na szaleństwo, eksperyment, chaos, przypadek. Umysł wiedzie prym nad emocjami. Jest problem z kreatywnością, własną inicjatywą.

W Singapurze też ludzie nie rozmawiają o polityce, bo tam rząd się nie zmienia.

Ciekawy model demokracji.
– Są bardzo konsekwentni w planowaniu i realizowaniu tego projektu utopijnego miasta-państwa. Podporządkowujesz się, jesteś grzecznym dzieckiem, lojalnym obywatelem i za to masz bezpieczne otoczenie, dobry socjal, nie ma bezrobocia, nie ma biedy. Protesty są zabronione, jest cenzura. Płacisz 700 dolarów kary, jak wyrzucisz na ulicę gumę do żucia, nie wolno pić wody w metrze…

Graffiti?
– Za graffiti jest kara chłosty.

Panuje tam trochę twórcza martwica, co na mnie też bardzo silnie wpływało. Okazało się, że potrzebuję tego naszego chaosu, żeby tworzyć. Też ludzi wokół, Warszawy, zmienności, dzikości, dynamiki, szarpaniny. Uświadomiłam sobie, że nie jestem typem osoby, która może mieszkać wszędzie.

Miałaś czas, żeby zaplanować to, co będziesz robić po powrocie. Jaki był twój plan?
– Nie miałam planu. Musiałam pojechać na babski terapeutyczny wyjazd na Bali, żeby spróbować się zmierzyć z tym pytaniem: co dalej? Pomógł mi.

Wróciłam z silnym postanowieniem, że chcę więcej pracować twórczo, dla siebie. Wynajęłam pracownię na Mokotowie. Dzielę tę przestrzeń ze świetnymi, kreatywnymi ludźmi, m.in. Marią Jeglińską. Odblokowałam się i bardzo sobie cenię tę wolność.

Foto: Aga Bilska

Magdalena Łapińska-Rozenbaum
Magdalena Łapińska-Rozenbaum

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *