Search for content, post, videos

Warszawiacy: Grzegorz Laszuk

Grzegorz Laszuk

Współtwórca jednej z ciekawszych polskich grup teatralnych – Komuny Warszawa, projektant graficzny. W tym tygodniu kończy się crowdfundingowa zbiórka pieniędzy na trzy kolejne spektakle Komuny. Swoje nagrody dołożyło do niej wiele instytucji, stowarzyszeń, wydawnictw z całej Warszawy. To bardzo budujący wyraz solidarności środowiska kulturalnego. W czwartek w barze Studio (9.11, godz. 21) odbędzie się impreza karaoke, gdzie będą zbierane brakujące kwoty.

Ile lat ma już Komuna Warszawa?
– Nie wypada zadawać takiego pytania.

Pytam, bo po tylu latach wciąż nie macie stabilnego źródła finansowania. Dlaczego?
– A to pytanie raczej do biura kultury. Oczywiście dostajemy miejskie dotacje, ale to są pieniądze na projekty, a nie utrzymanie miejsca czy osób je tworzących, więc od prawie 30 lat jesteśmy wolontariuszami.

Wyprodukowany przez Komunę spektakl „Zrób siebie” Marty Ziółek właśnie jedzie do Nowego Jorku, „Cezary idzie na wojnę” Cezarego Tomaszewskiego będzie pokazywany na Boskiej Komedii w Krakowie, a mimo to wciąż jesteśmy traktowani jak hobbyści z „alternatywnego” teatrzyku.

Duże instytucje kultury otrzymują nieporównywalnie większe dotacje i cały czas oferują swoje przestrzenie na komercyjne imprezy. Pamiętam, że gdy pracowałem w CSW, wynajem dziedzińca na jeden wieczór kosztował 20 tys.zł. A my jako stowarzyszenie nie możemy nawet wpuścić za darmo artystów na próby do naszej sali, kiedy nic się u nas nie dzieje. Przepisy zakazują użyczania miejskich lokali.

Jak chcecie sobie w tych warunkach radzić?
– Ostatnio wystartowaliśmy w konkursie na Scenę Prezentacje z dobrym programem, który miał wspierać budowanie lokalnej sceny sztuk performatywnych. Mogliśmy stać się w końcu instytucją kultury. Przegraliśmy z ekipą z Bydgoszczy – Pawłem Wodzińskim i Bartkiem Frąckowiakiem.

Jak większość progresywnych teatrów nie mamy szans na dotacje z Ministerstwa Kultury, więc tym bardziej czujemy się pozostawieni na lodzie. Ale nie ustajemy w staraniach i właśnie składamy do miasta projekt powołania Kulturalnego Hubu Sztuk Performatywnych. Rozglądamy się też po Europie.

Swoją drogą zaczynam się zastanawiać nad tym, jak to będzie, kiedy coraz więcej ludzi teatru z całej Polski zacznie zjeżdżać do Warszawy, szukając dla siebie bezpiecznej przystani.

Ma to swoje dobre strony. Paweł Łysak, po okresie dyrektorowania w Bydgoszczy, stworzył z naszego Teatru Powszechnego jedną z najlepszych scen Warszawy.
– Oczywiście. Publiczność na pewno może się cieszyć. Ale z naszego punktu widzenia to jest trudna sytuacja, ponieważ ci „nowi” w Warszawie będą starać się o te same fundusze, co my. Więc zamiast współpracować, będziemy konkurować.

Gdybyś ty mógł przeprowadzić reformę teatrów w Warszawie, to co byś zrobił?
– Na pewno potrzebne są szerokie konsultacje z ludźmi teatru i refleksja, co jest ważne dla publiczności, która ceni sobie ambitny, wymagający repertuar. Bo rozrywka ma się dobrze. Nie widzę uzasadnienia dla wspierania teatrów z komercyjnym repertuarem, który świetnie się sprzedaje. Ustanowiłbym sześć, siedem flagowych scen, wspieranych wysokimi dotacjami przez miasto: Nowy, TR Warszawa, Studio, Powszechny, plus dobre teatry dla dzieci i młodzieży.

My chcielibyśmy stworzyć własną, bardziej elastyczną instytucję, dom produkcyjny na wzór już istniejących w Europie: Kampnagel w Hamburgu, Hebbel am Ufer w Berlinie, Kaserne w Bazylei. To miejsca, dzięki którym kultura oficjalna miesza się z offową, gdzie mają szansę zadebiutować młodzi artyści z odważniejszym repertuarem. Mają tam możliwość miękkiego przejścia od klubów, piwnic niezależnej sceny do dużych instytucji.

U nas już to się dzieje – daliśmy szansę nowemu pokoleniu tańca współczesnego. W Komunie debiutowały z większymi produkcjami m.in. Marta Ziółek, Iza Szostak, Weronika Pelczyńska. Wojtek Ziemilski dziś wystawia swoje spektakle na dużych scenach Nowego czy Studio, a zaczynał u nas.

Komuna ma siedzibę po praskiej stronie Wisły. W tym tygodniu odbywa się w Muzeum Pragi dyskusja: „Co z tą kulturą?”, w ramach cyklu „Kultura na terenie rewitalizowanym”. No właśnie, co z tą praską kulturą?
– Zaangażowałem się w prace Komitetu Rewitalizacji jako przedstawiciel strony społecznej do spraw kultury.

Cały świat dyskutuje, jak rewitalizować i nie wpaść w pułapkę deweloperskiej gentryfikacji. Musimy uczyć się na tych błędach. Pracując na podwórkach, z mieszkańcami, dostrzegliśmy rafy takiego działania. Byliśmy chyba niestety kolejną falą artystów, aktywistów-spadochroniarzy, którzy pojawili się na tych ulicach i znikali. Ludzie tu mało interesują się kulturą, chcieli od nas raczej wiedzieć, co się będzie działo z ich kamienicami, czy nie będą się musieli wynieść.

Wraz z koalicją kilku lokalnych organizacji pozarządowych budowaliśmy nasz program jako wieloletni proces. Najpierw wchodzimy na podwórka, robimy jakieś rzeczy wspólnie, a ostatni etap to kształcenie aktywistów i pomoc w tworzeniu przez nich centrów lokalnych. Zdobyliśmy ich zaufanie, zrobiliśmy coś razem, nauczyliśmy ich czegoś. Przerywamy w najważniejszym momencie, ponieważ nie będzie kolejnego rewitalizacyjnego konkursu dotacyjnego dla NGO-sów.

Co pokazałbyś przyjezdnym na prawym brzegu? Jaką ścieżką ich poprowadził?
Oczywiście Skaryszak. Nocą, o świcie, zima, wiosna – najpiękniejszy park Warszawy! Potem skok na Kamionek – tym bardziej, że wciąż się zmienia, więc jeszcze trochę starych klimatów, a obok nowe, czasem całkiem udane budynki. A po drodze kilka kawiarni i knajpek. Sam muszę odwiedzić parę nowych miejsc, bo kuszą szyldami i zapachami.

Foto: Filip Klimaszewski

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *