Search for content, post, videos
Agnieszka Szewczyk, kuratorka wystaw

Agnieszka Szewczyk – kuratorka wystaw w Zachęcie

Historyczka sztuki, kuratorka wystaw. Właśnie wraz z Jolą Golą otworzyła w Zachęcie wystawę „Przestrzeń niewysłowiona”. Przygotowana na 40-lecie Wydziału Wzornictwa warszawskiej ASP opowiada o czasie przed powstaniem wydziału, kiedy kształtowała się jego koncepcja. Mamy tu dzieła trzech wybitnych osobowości: Jerzego Sołtana, Lecha Tomaszewskiego i Andrzeja Jana Wróblewskiego.

Tytułowa „Przestrzeń niewysłowiona” to termin Le Corbusiera, mówiący o tym, że architektura nie jest tylko stawianiem budynków. Jest raczej projektowaniem przestrzeni dla ludzi. Przestrzeni, która traktuje użytkowników podmiotowo. Sołtan trafił do pracowni Le Corbusiera w latach 40. To był właśnie czas, kiedy ten termin się kształtował.

Porozmawiajmy o warszawskich projektach na wystawie. Warszawianka jest tu dobrym przykładem tej „przestrzeni niewysłowionej”.
– To był projekt nowatorski, i co najważniejsze zrealizowany. Dziś nie możemy go docenić, bo jest kompletnie zdegradowany. W latach 90. postawiono tam akwapark, który niszczy tę pierwotną myśl. Bo to był kompleks, który z jednej strony otwierał się na Skarpę i rzekę, a z drugiej na miasto, na ul. Puławską. Basen, korty, stadion lekkoatletyczny były zaprojektowane z uwzględnieniem ukształtowania terenu, zastanej roślinności. Właściwie w dużej mierze jest to architektura ziemi, faktur – drewna ławek, betonu, kamienia. Przy projekcie pracowało też wielu artystów, m.in. Wojciech Fangor.

Niedawno powstał projekt rewitalizacji Warszawianki, wspaniale by było, gdyby odzyskała blask.

Dlaczego wtedy ta fuzja sztuki, projektowania, architektury była możliwa, a dziś tak rzadko mamy do czynienia z projektami organizującymi przestrzeń w ten sposób?
– Może dlatego, że wszystkie duże zlecenia były pod kontrolą państwa, no i oczywiście, delikatnie mówiąc, inny był stosunek do własności i ekonomii w państwie socjalistycznym? Inaczej też sami architekci podchodzili do tego procesu. Większość projektów, które pokazujemy na wystawie powstawała w Zakładach Artystyczno-Badawczych. Powołano je w latach 50. przy Akademii, z inicjatywy przede wszystkim Sołtana. Miały być pośrednikiem pomiędzy mecenatem państwowym a artystami i konkurencyjnym środowiskiem architektów wobec Politechniki. Gdy pojawiały się zlecenia, takie jak Stadion Dziesięciolecia, Dworzec Śródmieście, Pawilon na EXPO w Brukseli, Warszawianka czy mniejsze, pojedyncze „produkty”, jak np. skuter Osa, był powoływany interdyscyplinarny zespół, który pracował nad projektem.

Wąska specjalizacja była przez Sołtana tępiona. Uważał, że trzeba dyskutować, mierzyć się z innymi zdaniami, otwierać na naukę, sztukę. Był wyznawcą idei integracji.

Sołtan był architektem i wcale nie chciał powoływać Wydziału Wzornictwa, jak to się ostatecznie stało, tylko Wydział Architektury przy uczelni artystycznej. Zbliżyć do siebie te dyscypliny.

Na wystawie możemy zobaczyć film dokumentalny o Sołtanie. Strasznie się załamuje widząc stan Dworca Śródmieście w latach 90. Śmiałam się, że jest jak my dzisiaj – nie może przeżyć tego, co stało się z tą najlepszą powojenną architekturą. Miałaś okazję go poznać?
– Niestety nie. Jola Gola go znała. Żałuję, bardzo ciekawa osobowość. Miał niezwykle szerokie horyzonty, odwagę i prawdziwą ciekawość drugiego człowieka.

Masz w Warszawie swoje ulubione przestrzenie, które są zaprojektowane w podobnym duchu, jak Warszawianka?
– Wychowywałam się w ogrodzie w Podkowie Leśnej. Dlatego ciągnie mnie do takich miejsc, w których jest dużo przestrzeni, zieleni i ciszy. To są dla mnie prawdziwe luksusy.

Z tą ciszą to chyba najtrudniej?
– Tam, gdzie mieszkam, na Starym Mokotowie, jest względna cisza.
Ja w Warszawie dobrze się czuję w miejscach, o których trudno powiedzieć, że są zaprojektowane. Na przykład na cmentarzach. Może to niedobrze brzmi, ale traktuję je jak swego rodzaju parki. Uwielbiam włóczyć się po Powązkach, Cmentarzu Ewangelickim i Żydowskim. Byłam ostatnio na Żydowskim bardzo wczesną wiosną, w pierwszy słoneczny dzień. W tej chwili wygląda on jak naturalny twór. Pod każdym względem jest to miejsce niesamowite.

W dużych miastach takich jak Warszawa jest za dużo dizajnu, zwłaszcza słabego dizajnu, który się wzajemnie znosi. Za dużo takiego projektowania, które nie liczy się z tym, co jest dookoła. Duże miasta generalnie męczą. Dlatego mam niezbyt rewolucyjne przekonanie, że nie ma niczego lepszego niż to co zaprojektowała natura.

Zdjęcia: Filip Marek Klimaszewski

Wystawa "Przestrzeń niewysłowiona" w Zachęcie
Wystawa "Przestrzeń niewysłowiona" w Zachęcie
Agnieszka Szewczyk, kuratorka wystaw
Agnieszka Szewczyk, kuratorka wystaw
Wystawa "Przestrzeń niewysłowiona" w Zachęcie

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *